We wtorek (27 października) w Izraelu odbyły się wybory parlamentarne. W ich efekcie wyłoniony zostanie 120-osobowy jednoizbowy parlament, Kneset. Izraelczycy wybierali spośród polityków, których dzieli przede wszystkim ocena rządów premiera Benjamina Netanjahu. Większość przedwyborczych sondaży nie wskazywała jednoznacznego zwycięzcy, który byłby zdolny samodzielnie utworzyć rząd.  

Głosowanie odbyło się w cieniu trwających od trzech lat wojen i sporów politycznych. Wtorkowe wybory uznawane są za jedne z najważniejszych w najnowszej historii Izraela.

Zobacz wideo Wybory w Izraelu. Wysoka frekwencja w początkowej fazie głosowania

Wybory parlamentarne w Izraelu. Wyniki exit poll

Według sondażu exit poll stacji Channel 12 blok Gadiego Eisenkota zdobywa 52 mandaty w Knesecie, a blok Benjamina Netanjahu 50. Według wstępnych wyników, żaden z nich nie osiąga progu 61 mandatów potrzebnych do większości. 18 mandatów przypadło partiom arabskim, co jest rekordową liczbą. Oficjalne wyniki zostaną opublikowane w ciągu kilku dni.

Według Centralnej Komisji Wyborczej do godz. 20 czasu lokalnego zagłosowało 74,3 proc. uprawnionych. To najwyższa frekwencja o tej porze od 1988 roku. W poprzednich wyborach, w 2022 roku, o tej samej godzinie wynosiła 66,3 proc.

Izrael. Kampania przebiegała w napiętej atmosferze

Przed wtorkowym głosowaniem główni rywale przerzucali się oskarżeniami i inwektywami. Wykorzystywali również materiały graficzne, w tym fałszywe obrazy generowane przez sztuczną inteligencję. Premier Benjamin Netanjahu na dwa dni przed wyborami umieścił w serwisie X stworzoną przez AI grafikę przedstawiającą wybuch bomby atomowej nad Tel Awiwem. W dołączonym do niej tekście zacytował jednego z przychylnych mu publicystów, który ostrzegał, że jeżeli Izraelczycy nie zagłosują na Netanjahu, grozi im „drugi Holokaust”. To jeden z elementów kampanii premiera i jego prawicowej partii Likud, która przekonywała Izraelczyków, że dotychczasowy premier jest jedyną osobą zdolną do zapewnienia krajowi bezpieczeństwa. 

– Netanjahu to histeryk, jak w każdej kampanii wyborczej stosuje tę samą taktykę kłamstw i zastraszania – odpowiedział jego główny rywal, były szef sztabu sił zbrojnych i lider centrowej partii Prosto, Gadi Eisenkot.

W ostatnich dniach przed głosowaniem temperatura sporu na silnie spolaryzowanej izraelskiej scenie politycznej jeszcze wzrosła. Według mediów Netanjahu miał rozważać przeprowadzenie jeszcze przed wyborami operacji zbrojnej, która mogłyby sprowokować odwet Iranu. Szef sztabu generalnego gen. Ejal Zamir miał sprzeciwić się podjęciu takich działań bez dodatkowych konsultacji. 

Niemal wszystkie startujące partie wykluczają powstanie niepodległego państwa palestyńskiego

Kwestie bezpieczeństwa były jednym z głównych tematów kampanii wyborczej. Opozycja krytykuje premiera, zarzucając mu brak reakcji na alarmujące sygnały przed atakiem Hamasu 7 października – najkrwawszym zamachem terrorystycznym w historii kraju – i wykorzystywanie wojny, która po nim nastąpiła, do celów politycznych.

Niemal wszystkie żydowskie partie startujące w wyborach zasadniczo zgadzają się w kwestii polityki wobec Palestyńczyków, między innymi wykluczając na obecnym etapie powstanie ich niezależnego państwa. Większość partii zapowiedziała też, że nie wejdzie w koalicję z ugrupowaniami arabskimi, które również startowały w wyborach do parlamentu (około 20 proc. obywateli Izraela stanowią Palestyńczycy).

Nawet jeśli wybory doprowadzą do zmiany rządu, nie należy oczekiwać zasadniczego zwrotu w izraelskiej polityce wobec Palestyńczyków, Iranu i innych konfliktów na Bliskim Wschodzie. Stanowiska głównych rywali Netanjahu są bowiem w tych kwestiach zbliżone do stanowiska premiera.

Współautor: Jerzy Adamiak (PAP)

Udział