Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, która Polską 2050 kieruje od stycznia, niespodziewanie ogłosiła w czwartek wieczorem dymisję ze stanowiska ministerki funduszy i polityki regionalnej. Zasugerowała też rezygnację z członkostwa w partii. Decyzje ogłosiła na platformie X. „Partię zostawiam w rękach jej założyciela, który odszedł, ale jednak wrócił. Życzę mu, by przypomniał sobie w imię jakich wartości szedł do władzy” – napisała Pełczyńska-Nałęcz.

Uzasadniła, że na jej rezygnację miał wpływ podział, jaki dokonał się w klubie przy okazji głosowania nad zniesieniem dwukadencyjności w samorządach. Projekt PSL poparła równo połowa, bo 6 z 12 głosujących z Polski 2050, w tym szef klubu Szymon Hołownia. 

Zobacz wideo Kto zastąpi Pełczyńską-Nałęcz? Hołownia: Ja również mam kandydatów

Wcześniej Pełczyńska-Nałęcz ostro sprzeciwiała się pomysłowi ludowców. W środę (21 października) napisała na X, że za dwa lata mogą skończyć się „wszystkie zagrzane spółeczki i posadeczki, sprawdzone i skontrolowane przez następców”.

Ten sposób komunikacji nie spodobał się w partii. – W środę było spotkanie klubu, na którym Kasi nie było. Ale uzgodniliśmy wtedy, że nie możemy się zgadzać na taką retorykę, jaką stosuje w social mediach, na wrzucanie wszystkich samorządowców do jednego worka z betonem. Mieliśmy też sygnały od samorządowców, że im się to nie podoba. Przekazaliśmy to Kasi – opowiada jedna z posłanek.

Jednak jej zdaniem kwestia dwukadencyjności była tylko pretekstem do wytłumaczenia rezygnacji, bo ta decyzja miała w niej rosnąć od jakiegoś czasu. – Obraziła się, że Tusk nie skonsultował z nią Domańskiego na wicepremiera – uważa nasza rozmówczyni.

Według niej Pełczyńska-Nałęcz nie musiała odchodzić z partii. – Przez pół roku skupiała się tylko na pracy w rządzie, na ostrej krytyce, polaryzacji. To nam się nie podobało. To nie jest tak, że nikt jej nie lubił. Miała za sobą ludzi, ale nie skupiała się w ogóle na budowaniu partii. Nie miała na nią pomysłu, dlatego ją opuściła – tłumaczy nam posłanka.

W Polsce 2050 konsternacja. „Żadnego dzięki, na razie. To nieeleganckie”

Wpis Pełczyńskiej-Nałęcz o odejściu z rządu i partii pojawił się na jej koncie tuż po wieczornych głosowaniach w Sejmie i zaskoczył całą koalicję. – Po tym, jak skończyły się głosowania, część osób poszła do hotelu poselskiego na kolację. Jak tylko zobaczyliśmy post Kaśki, to aż podskoczyliśmy wszyscy z radości. Ludzie zaczęli bić brawo – cała koalicja, tylko Polski 2050 nie było – opowiada nam posłanka Centrum.

W Polsce 2050 decyzje Pełczyńskiej-Nałęcz wywołały z jednej strony – jak słyszymy – radość, bo członkowie mieli już dość współpracy z ministerką, a z drugiej strony konsternację, bo zdecydowana większość partii dowiedziała się o rezygnacji z X. Liderka nie uprzedziła o nich ani wicemarszałka Sejmu Szymona Hołowni, ani ministerki kultury Marty Cienkowskiej, która do tej pory uchodziła za jej bliską współpracowniczkę w rządzie i w ugrupowaniu. – Absolutnie nie – przyznała w piątek (23 października) szefowa MKiDN, pytana, czy Pełczyńska-Nałęcz dzwoniła do niej, zanim ogłosiła swe zamiary na X.

Z naszych informacji wynika, że o swej decyzji tuż przed publikacją wieczornego posta polityczka poinformowała wąskie grono współpracowników: wiceministra funduszy Jana Szyszkę (również złożył rezygnację), jednego z posłów oraz jedną z wiceministerek (mogła to być Izabela Ziętka lub Katarzyna Nowakowska). – Kasia cały czas jest na naszej klubowej grupie. Do teraz nic do nas nie napisała, żadnego „dzięki, na razie”. Tak samo Janek Szyszko. To nieeleganckie – ocenia w rozmowie z nami posłanka Polski 2050.

– Skoro taki dyskomfort wywoływało ministrowi Szyszce członkostwo w rządzie, to sobie ten dysonans, odchodząc z rządu, zredukował, nie będzie dalej cierpiał. Ja Janka bardzo cenię, to wybitny fachowiec, językiem negocjacji jest w stanie posługiwać się tak dobrze, że załatwiał dla Polski rzeczy nie do załatwienia. Ale skoro się tak męczył, to dobrze, że już się męczył nie będzie – tak z kolei rezygnację Szyszki skomentował w piątek Szymon Hołownia.

Hołownia kontra Tusk. Spór o resort funduszy

Wcześniej na konferencji prasowej wicemarszałek zapewnił, że jego partia zostaje w koalicji, oczekuje jedynie respektowania postanowień umowy koalicyjnej, a więc przede wszystkim tego, że resort funduszy pozostanie w rękach jego partii. Premier Donald Tusk, który od kilku dni przebywa z wizytą w Indiach, ogłosił rano, że ma dwie kandydatki na miejsce Pełczyńskiej-Nałęcz.

Hołownia, dopytywany przez nas na konferencji, przyznał, że szef rządu nie kontaktował się z nim w tej sprawie. Wicemarszałek nie wie też, kim są osoby, o których mówił Donald Tusk. – Ja również mam kandydatów i kandydatki na to odpowiedzialne stanowisko ministerka funduszy i polityki regionalnej – powiedział marszałek. Dał zarazem do zrozumienia, że w razie, gdyby premier postanowił jednak przeforsować własną koncepcję obsady resortu funduszy, Polska 2050 może wówczas wyjść z koalicji. – Ta, strachy na lachy – komentuje nieco złośliwie jeden z posłów z klubu Centrum. – Jak się ma 0,7 proc. poparcia, to się siedzi cicho. Mogę się założyć, że żadnego wyjścia z koalicji nie będzie, nawet jak Tusk postawi na swoim – dodaje nasz rozmówca.

W przyszłym tygodniu, jak wskazują nasze źródła w koalicji, prawdopodobnie dojdzie do spotkania w gronie liderów koalicji, by omówić sytuację po odejściu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.

Będą kolejne wybory w Polsce 2050. „Emocji już nie ma”

Polskę 2050 czekają też kolejne wybory wewnętrzne. Poprzednie, styczniowe, przebiegły w atmosferze silnego konfliktu, zakończonego ostatecznie rozłamem. Z partii odeszła wówczas ministerka klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, która przegrała z Pełczyńską-Nałęcz rywalizację o przywództwo. Pociągnęła za sobą grupę działaczy i parlamentarzystów, tworząc klub Centrum. Teraz, jak słyszymy, takich emocji już nie ma. – Bo nie ma frakcji. Polska 2050 to już wyłącznie „Szymonici”. Nawet Katarzyna nie ma tam za bardzo własnych zwolenników – mówi jeden z posłów.

Formalna rezygnacja Pełczyńskiej-Nałęcz z funkcji przewodniczącej do piątkowego popołudnia nie wpłynęła. Politycy Polski 2050 nie traktują jej już jednak jak liderki. Kierowanie partią przejęła pierwsza wiceprzewodnicząca, poznańska posłanka Ewa Schädler. – Działamy dalej sprawnie na tyle, na ile pozwalają nam okoliczności – mówi Schädler.

Terminu wyborów jeszcze nie ma – wiadomo jedynie, że odbędą się, jak poprzednio, w drodze głosowania powszechnego. Hołownia nie chciał zadeklarować w piątek czy będzie startował. – To nie jest czas, żebyśmy podejmowali decyzje w tej sprawie. Teraz jest czas, żebyśmy przede wszystkim, co nastąpi, spotkali się z naszymi działaczami (…) i żebyśmy policzyli siły, jak to się mówi ładnie – szable – mówił Hołownia.

Nowy lider Paweł Śliz?

Jeszcze przed piątkową konferencją w Sejmie wicemarszałek spotkał się w swym gabinecie z posłami i członkami rządu. Miał tam zasygnalizować, że nie chce wracać na funkcję lidera. Potwierdza to wiceszef klubu Paweł Śliz. – Nie będziemy łączyć stanowisk – mówi poseł.

W partii ruszyła więc giełda nazwisk ewentualnych następców Pełczyńskiej-Nałęcz. Najczęściej pada nazwisko właśnie Pawła Śliza. – Nie mamy wielu znanych, rozpoznawalnych twarzy, a jedną z nielicznych jest właśnie Paweł. Jest lubiany w partii, ma za sobą dużą strukturę w Małopolsce – podkreśla jeden z posłów.

A co na to sam Śliz? – Jeśli będzie trzeba, podejmę się tego. Ale nie pcham się do stanowisk – zaznacza polityk.

Śliz rozważał już kandydowanie w poprzednich wyborach w styczniu. Ostatecznie jednak nie zdecydował się na start – poparł Pełczyńską-Nałęcz.

Nasi rozmówcy z Polski 2050 na funkcji szefa partii widzieliby też obecnego jej skarbnika Łukasza Osmalaka i wicemarszałka Senatu Macieja Żywno. – Na pewno nie będzie tak, jak poprzednio, że zgłosi się pięcioro kandydatów. Obawiam się, że może być tylko jeden kandydat – przyznaje poseł Polski 2050.

W styczniu o przywództwo w ugrupowaniu ubiegali się także posłowie: Ryszard Petru, Rafał Kasprzyk i Joanna Mucha. Wszyscy troje są dziś poza Polską 2050 (dwaj pierwsi w klubie Centrum, Mucha pozostaje bezpartyjna).

Pełczyńska-Nałęcz żegna się z resortem

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wczesnym popołudniem pożegnała się z resortem funduszy. Na spotkanie udał się m.in. wiceszef MFiPR Jacek Karnowski z Koalicji Obywatelskiej. On także, jak przyznaje w rozmowie z nami, o dymisji przełożonej dowiedział się z mediów społecznościowych. – To, że mi nie powiedziała, to się nie dziwię, ale dziwne, że nie powiedziała nic premierowi. On powinien dowiedzieć się jako pierwszy – podkreśla Karnowski.

W ciągu najbliższych kilku miesięcy wyjaśni się także, w jakiej konfiguracji Polska 2050 wystartuje w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Co prawda Szymon Hołownia od kilku tygodni mówi o potrzebie budowy czegoś na kształt nowej „trzeciej drogi”, czyli szerokiego, politycznego centrum z udziałem m.in. tych, którzy odeszli na początku roku z jego partii, ale zainteresowania taką inicjatywą na razie nie ma.

– Polska 2050 ma jakieś 0,7 proc. poparcia, nas to w ogóle nie ma w sondażach, PSL też jest pod progiem. No nie żartujmy. Rozmawiać to trzeba z tymi, co mają ponad 30 proc. poparcia – mówi polityk Centrum. I przyznaje, że najbardziej prawdopodobny wariant to start z list Koalicji Obywatelskiej.

O ponownym zjednoczeniu z Polską nie chce słyszeć Paulina Hennig-Kloska. – Zamierzamy pozostać w klubie parlamentarnym Centrum – zadeklarowała w piątek ministerka klimatu i środowiska.

Udział
Exit mobile version