– Z tego, co nam wiadomo, to z jego ust padły słowa, że chciałby, żeby w jego urodziny było głośno o nim. Dzisiaj ma urodziny – powiedziała Zuzanna, uczennica Zespołu Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce w rozmowie z TVN24. Według ustaleń Onetu Jakub Z. pisał to na komunikatorze internetowym. „Mam dziś urodziny. Mam plan na ten dzień. Będzie o tym głośno” – miała brzmieć wiadomość.
Uwagę uczniów zwrócił również wpis dziewczyny 19-latka. – Jego dziewczyna zamieściła wcześniej taki post na Instagramie – powiedziała jedna z uczennic w rozmowie z Onetem. „J..ć cię, nigdy ci tego nie wybaczę” – brzmiał komunikat.
Atak w szkole w Ostrołęce
Według doniesień TVN24, zanim napastnik wyjął nóż, rzucił w kąt klasy podejrzany pakunek. Prokurator krajowy Dariusz Korneluk sprecyzował, że był to plecak, w którym znajdował się ładunek wybuchowy domowej konstrukcji. – Tylko i wyłącznie przez właściwe zachowanie pani nauczycielki i uczniów [plecak] został wyrzucony przez okno i być może to uniemożliwiło jego detonację – powiedział Korneluk w TVN24. Szczegóły ustalają biegli, którzy dokonują oględzin przedmiotu.
Według śledczych 19-latek zranił na terenie szkoły siedem osób: dwie nauczycielki i pięcioro uczniów. Następnie wybiegł z budynku, gdzie zaatakował mężczyznę, który spacerował tam ze swoim dorosłym synem z niepełnosprawnością. Były to przypadkowe osoby. Później Jakub Z. dokonał samookaleczenia. Policja zatrzymała go w okolicy plaży miejskiej – ok. 400-500 metrów od szkoły. Jego obrażenia wymagały interwencji w szpitalu w Ostrowi Mazowieckiej.
Zakrwawiony uczeń wołał o pomoc. Później „ktoś szarpał za klamkę”
W tym czasie trwały lekcje. Do jednej z sal nagle wbiegł poszkodowany uczeń z rozciętym nadgarstkiem. – Miał głęboką ranę, bardzo krwawił. Krzyczał: „Pomocy! Dzwońcie po karetkę! Zaraz się wykrwawię”. Nie wiedział, co ma robić. Nasza pani nauczycielka się nim zajęła. Udzieliła mu pomocy i zadzwoniła po pogotowie – powiedziała jedna z uczennic Lena w rozmowie z Onetem.
Nauczycielka zamknęła też drzwi na klucz, żeby sprawca nie mógł wejść do środka. – W pewnym momencie nawet ktoś szarpał za klamkę, nie wiem, może napastnik, więc może to nas uratowało – relacjonowała Lena w Onecie. Uczniowie ukrywali się do momentu przyjazdu policji. Kiedy funkcjonariusze zjawili się na miejscu, wyprowadzili ich z sal, a następnie przesłuchali.


