Mniej chętnych na wojnę Putina. Choć władza oferuje coraz więcej pieniędzy

Ten mechanizm to zdolność do przyciągania odpowiedniej ilości ochotników do służby w wojsku przy pomocy pieniędzy. Tak, aby można było kontynuować ciągłą presję na Ukraińców, bez jednoczesnego obowiązkowego poboru, który pogorszyłby nastroje społeczne.

Ogromne pieniądze za życie

Dane na temat rosyjskiego ochotniczego poboru pochodzą od Janisa Kluge, niemieckiego analityka specjalizującego się w śledzeniu rosyjskiej rekrutacji. Robi to, analizując ciągle podawane publicznie dane budżetowe rosyjskich regionów (nie wszystkich, ale odpowiadających za około 50 procent populacji kraju) i rządu federalnego. Wśród nich są informacje na temat tego, ile ogólnie wydano na dodatki za zawarcie kontraktu z wojskiem. W połączeniu z szeroko reklamowanymi przez władze wysokościami owych dodatków pozwala to dość precyzyjnie śledzić, ilu ludzi się zaciągnęło w skali całego kraju.

Z danych Klugego wynika, że pierwsze miesiące tego roku to wyraźne zwolnienie rekrutacji. W porównaniu z pierwszym kwartałem 2025 roku jest to o 20 procent mniej ochotników. Oznacza to około 70 tysięcy podpisanych kontraktów w pierwszych trzech miesiącach tego roku, średnio mniej więcej 800 dziennie. Oficjalnie było to więcej. Dmitrij Miedwiediew będący szefem Komisji ds. Rekrutacji mówił pod koniec marca o „ponad 80 tysiącach” zrekrutowanych osób. Czyli około 1000 dziennie. Według Klugego oficjalne dane budżetowe regionów nie potwierdzają jednak słów Miedwiediewa.

Dzieje się tak pomimo wzrostu nagród za złożenie podpisu pod kontraktem. Składa się na nie kilka elementów. Podstawa to dodatek federalny w kwocie 400 tysięcy rubli (18,9 tysiąca złotych), który jest stabilny. Więcej dopłacają władze regionalne, ciągle aktualizując kwotę w zależności od tego, jak idzie im wypełnianie narzucanej przez Moskwę kwoty pozyskanego rekruta. Według danych Klugego dodatek regionalny to aktualnie średnio niemal 1,5 miliona rubli (około 70 tysięcy złotych). Pod koniec 2025 roku średnie regionalne dodatki wynosiły około 1,3 miliona rubli, choć wcześniej jesienią na chwilę dobiły do prawie 1,4 miliona. Koniec roku był jednak trudny dla rosyjskich regionów, na które Moskwa przerzuciła wiele kosztów prowadzenia wojny. W tym właśnie zmuszając je do finansowania rekrutacji. Kryzys zadłużenia zmusił wiele z nich do cięcia dodatków. Niektóre mogły też obniżyć dodatki z powodu wypełnienia kwoty rekruta.

Średnia rosyjska pensja brutto to około 83-89 tysięcy rubli, choć mediana to zaledwie 40-48 tysięcy. Prawie dwa miliony rubli oferowane za zaciągnięcie się do wojska, plus późniejszy żołd na poziomie od 200 tysięcy rubli i wysokie odszkodowania za rany lub śmierć, są więc dla przeciętnego Rosjanina kwotami ogromnymi. Zmieniającymi życie samego ochotnika, jak i jego rodziny. Pokusa jest więc ogromna. Tym bardziej że dochodzą jeszcze różne przywileje i możliwość umorzenia długów. Władza zrobiła wiele, aby ruszenie na wojnę w Ukrainie było bardzo atrakcyjne ekonomicznie. Niezależnie od tego, tempo rekrutacji najwyraźniej spada.

Trudne wybory Kremla

Nawet tych 200 ludzi dziennie mniej to problem dla rosyjskiej armii. Od właściwie 2 lat większość zachodnich analityków przyjmuje, że traci ona do około 20-30 tysięcy zabitych i rannych miesięcznie. Rekrutacja na poziomie około tysiąca ludzi dziennie pozwalała te straty uzupełniać i to z małą górką, umożliwiającą powolną rozbudowę struktur armii. Taki stan jest zadowalający dla Kremla, którego celem jest wyczerpanie Ukraińców i Zachodu. Ciągłe wysokie straty własne to sprawa drugorzędna. Konieczny koszt zwycięstwa. Jednak jeśli dobrowolna rekrutacja przestanie zaspokajać potrzeby wojska prowadzącego niemal ciągłą ofensywę na wielu odcinkach frontu, to Kreml stanie przed dylematem.

Po pierwsze, będzie mógł zwiększyć presję na własnych obywateli celem przymuszania ich do zawierania kontraktu. Pewne tego oznaki już widać. Pod koniec marca władze obwodu riazańskiego nakazały firmom „nominowanie” części swoich pracowników do podpisania kontraktu wojskowego. Te zatrudniające do 300 ludzi muszą wybrać co najmniej dwójkę, te mające ponad 500 już trójkę. Rosyjscy prawnicy cytowani przez „The Moscow Times” twierdzą, że w praktyce taki nakaz jest sprzeczny z prawem. Pokazuje jednak presję na wypełnienie norm rekrutacji. Amerykańska telewizja „CNN” twierdziła natomiast na początku kwietnia, powołując się na komunikację z rosyjskimi studentami, że na uniwersytetach szybko narasta silna presja na zaciąganie się do wojska. Zwłaszcza do pododdziałów dronowych.

Jeśli nawet taka presja nie przyniesie odczuwalnych efektów, Kreml zawsze może ponownie zarządzić przymusowy pobór. Tak jak jesienią 2022 roku. Jest to jednak krok uznawany za taki, którego władza wolałaby zdecydowanie uniknąć. Nie bez powodu od lat wydaje ogromne pieniądze na dobrowolną rekrutację. Władze regionalne muszą przeznaczać na ten cel 4-10 procent swojego budżetu, czyli czasem więcej niż na służbę zdrowia lub edukację. Przymusowy pobór jest więc ewidentnie czymś, co jest traktowane jako ostateczność. Najpewniej ze względu na niezadowolenie społeczne i wpływ na gospodarkę, już zmagającą się z poważnym niedoborem rąk do pracy.

Ostatnia opcja to ograniczenie strat na froncie. Jednak rosyjskie wojsko nie jest w stanie w szybkim tempie zmienić tego, jak walczy. Nie będzie więc potrafiło odczuwalnie ograniczyć strat za sprawą innowacji. Pozostaje ograniczenie tempa działań bojowych. Czyli rezygnacja z ciągłej presji na Ukraińców na wielu odcinkach frontu. Czyli fundamentalnej strategii prowadzenia wojny od jesieni 2023 roku.

Obie ostatnie opcje byłyby dla Kremla poważnymi porażkami, świadczącymi o fiasku dotychczasowej strategii. Nie bez powodu Ukraińcy starają się za wszelką cenę zwiększyć straty w ludziach ponoszone przez Rosjan. Tak, aby spowodować jeszcze większy rozdźwięk pomiędzy potrzebami wojska i możliwościami systemu rekrutacji. Można więc na razie zakładać, że Kreml będzie starał się za wszelką cenę trwać w stanie obecnym, sięgając po rozwiązanie pierwsze. Czyli maksymalnie zwiększyć skuteczność rekrutacji ochotniczej. Przynajmniej z nazwy ochotniczej, bo jednak prowadzonej pod coraz większą presją.

Udział