-
Do Prokuratury Krajowej wpłynęło zawiadomienie dotyczące podejrzenia przekroczenia uprawnień i fałszywego oskarżenia przez Monikę Horną-Cieślak. Ma to związek z jej interwencją wobec rodziny z warszawskiej Białołęki.
-
Sąd ostatecznie nakazał powrót dzieci do rodziców i uznał, że wcześniej podjęte działania były zbyt radykalne.
-
Monika Horna-Cieślak uzasadniała swoją interwencję troską o dobro dzieci, a klub parlamentarny PiS złożył wniosek o jej odwołanie ze stanowiska.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Zawiadomienie, które wpłynęło do Prokuratury Krajowej, dotyczy przestępstwa przekroczenia uprawnień i fałszywego oskarżenia. Zostało ono złożone w związku z interwencją dotyczącą rodziny z warszawskiej Białołęki.
Sprawę kontrowersyjnej interwencji Moniki Hornej-Cieślak opisał serwis Zero.pl.14 sierpnia rzeczniczka praw dziecka wdała się w sprzeczkę z kobietą, którą przyłapała na stosowaniu przemocy wobec swojego czteroletniego dziecka. Według relacji RPD, matka miała szarpać swoją pociechę i na nią krzyczeć.
Sprawą zajęła się policja oraz sąd, które nie odnalazły przesłanek do odebrania dzieci rodzinie, o co miała się starać Horna-Cieślak.
Kontrowersyjna interwencja RPD. Jest zawiadomienie do prokuratury
Działania w tym zakresie się wówczas nie zakończyły. RPD miała kilkukrotne podejmować próby przekonania sądu do swoich racji. Wzięła też udział w spotkaniu na posterunku policji, gdzie rozmawiała m.in. z komendantem stołecznym policji Krzysztofem Ogrońskim.
Ostatecznie mundurowi wydali rodzinie nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do ich dwojga dzieci. Te trafiły do domu dziecka, a zasadność stosowania tego środka – zgodnie z procedurami – musiał ocenić sąd.
Sąd uznał ostatecznie, iż podjęte kroki były zbyt radykalne i nakazał natychmiastowy powrót dzieci do swoich rodziców. Decyzja została podjęta m.in. w oparciu o przesłuchanie matki, która argumentowała, że szarpnęła dziecko z powodu jego nagłego wtargnięcia na jezdnię.
Po publikacjach medialnych pojawiły się pytania o to, gdzie znajdują się obecnie dzieci. W czwartek cała rodzina pojawiła się w redakcji Kanału Zero. „Początkowo rodzice przekazali nam, że dzieci są w domu, ale później doprecyzowali, że znajdują się pod opieką matki, z którą przebywają w ośrodku interwencji kryzysowej” – poinformował portal Zero.pl. W artykule zaznaczono, że wiadomość ta przyszła już po publikacji pierwotnej wersji tekstu.
Horna-Cieślak tłumaczy się z interwencji. Wspomniała o Kamilku z Częstochowy
Wcześniej, w środę, do sierpniowej interwencji Horna-Cieślak odniosła się na antenie Polsat News. – Nie komentuję orzeczeń sądu, natomiast wielokrotnie jako rzeczniczka praw dziecka nie zgadzałam się z różnymi orzeczeniami w zakresie tego, czy dochodzi do krzywdzenia dzieci – argumentowała zasadność swoich działań.
– Powiem o jednym przypadku, o sprawie Kamilka z Częstochowy. Sąd rodzinny również mówił o tym, że dzieci są bezpieczne, a on był rzucany na rozgrzany piec i zmarł – powiedziała Horna-Cieślak.
– W sprawie Kamilka też wcześniej były sygnały świadczące o tym, co się dzieje w rodzinie. I naszą rolą, moją rolą jest reagowanie, kiedy widzimy czynniki krzywdzenia dziecka.- dodała.
W środę Mariusz Błaszczak poinformował w mediach społecznościowych, że klub parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości złożył wniosek o odwołanie Hornej-Cieślak ze stanowiska.
„Rzecznik Praw Dziecka ma chronić dzieci przed krzywdą, a nie wykorzystywać autorytet swojego urzędu do wywierania nacisku na inne instytucje” – napisał Błaszczak. „Ta sprawa musi zostać dokładnie wyjaśniona. W naszej ocenie Monika Horna-Cieślak nie powinna dłużej pełnić funkcji” – dodał.
-
Interwencja Rzeczniczki Praw Dziecka. Nowe informacje w sprawie
-
Nowe doniesienia ws. odebranych dzieci. „Wiemy, gdzie przebywają”













