We wtorek (27 października) Izraelczycy wybiorą 120 deputowanych do Knesetu. Frekwencja bije rekordy. O godz. 18 (godz. 17 w Polsce) wyniosła 66,7 proc. – podał „The Times of Israel”. – To najwyższa w historii frekwencja o tej porze – poinformował przewodniczący komisji Dean Livne.

Wybory uznawane są za jedne z najważniejszych w najnowszej historii Izraela. Agencja AFP określiła je mianem „referendum w sprawie premiera Benjamina Netanjahu”.

Zobacz wideo Wybory w Izraelu. Netanjahu oddał głos

Po oddaniu głosu w Jerozolimie Netanjahu opublikował nagranie, w którym twierdził, że na południu kraju arabscy obywatele Izraela „pędzą do urn” i „chcą ukraść wybory”. Nie podał jednak źródła tych informacji. Premier przekonywał również, że frekwencja wśród izraelskich Arabów jest wyższa niż wśród Żydów. Zaapelował do wyborców, by poszli do urn i poparli jego partię. – Żadnej plaży, żadnego grilla, wszyscy idą i głosują na Likud – powiedział.

Tymczasem mieszkańcy regionu Arava na południu Izraela informują, że z powodu powodzi wywołanej przez burzę nie mogą dotrzeć do lokali wyborczych. Obawiają się, że nie uda im się zagłosować.

Netanjahu czy Eisenkot – jak głosują mieszkańcy Izraela?

Reporter „Gazety Wyborczej” spotkał na ulicy w Jerozolimie Leę, która jasno deklaruje poparcie Netanjahu. – Oczywiście, że zagłosowałam na Bibiego! Jeśli nie on, już dawno byłoby tu państwo palestyńskie. Jeśli opozycja wygra te wybory, to możemy się pożegnać z Izraelem. Opozycja wpuści do rządu Arabów, a to jak wpuszczenie włamywaczy do własnego mieszkania! Moim zdaniem Arabowie w ogóle nie powinni mieć prawa startować w wyborach – mówi Kacprowi Lubiewskiemu. 

– Planuję oddać swój głos na partię Judaizmu Zjednoczonej Tory (ultraortodoksyjne ugrupowanie). Wierzę w pluralizm izraelskiego społeczeństwa – niereligijni Żydzi mają swoje obowiązki, jak i my, Haredim. Oni bronią fizycznych granic państwa, a my jego kulturowej spuścizny – komentuje z kolei Rachel, z którą Lubiewski rozmawiał w ultraortodoksyjnej dzielnicy Jerozolimy, Mea Szearim.

Z kolei portal Ynet opisuje historię Israela Kreisa, 94-letniego mieszkańca Ramat Gan, który przyjechał do lokalu wyborczego wraz ze swoją córką Shirley. Kobieta powiedziała dziennikarzom, że jej ojciec zagłosował na Gadiego Eisenkota, przewodniczącego partii Yashar. – Zawiozłam go samochodem, żeby zagłosował. W drodze powrotnej, gdy tylko wysiadł z auta, zasłabł, upadł i zmarł przy wejściu do domu – powiedziała Shirley. – Tata wrócił do domu po tym, jak skorzystał ze swojego demokratycznego prawa i zagłosował. Jestem z niego dumna. Jest przykładem dla nas wszystkich – dodała.

Gadi Eisenkot, były szef sztabu izraelskiej armii, jest najpoważniejszym rywalem Benjamina Netanjahu. Zbudował swoją pozycję na doświadczeniu wojskowym, obietnicy rozliczenia błędów władzy i krytyce sposobu prowadzenia wojen.

Największa fala nowych wyborców

Według Izraelskiego Instytutu Demokracji (IDI, z ang. The Israel Democracy Institute) tym razem w wyborach po raz pierwszy może zagłosować około 640 tys. obywateli w wieku 18-22 lat, czyli niemal 10 proc. elektoratu. To największa fala nowych wyborców od powstania Izraela w 1948 r. – podał portal Walla.

Wynika to z połączenia dwóch czynników. Od poprzednich wyborów minęły cztery lata, co jest w Izraelu rzadkością, ponieważ często dochodzi tam do przedterminowych głosowań. Jednocześnie Izrael ma wysoki wskaźnik dzietności – na jedną kobietę przypada tam średnio niemal troje dzieci.

Warto jednak zaznaczyć, że zmiany demograficzne nie rozkładają się równomiernie między poszczególnymi grupami społecznymi. Według analizy firmy badawczej Points opublikowanej przez Wallę, największy odsetek nowych wyborców odnotowano wśród Żydów ultraortodoksyjnych, gdzie wynosi on 16 proc. Wśród religijnych syjonistów, czyli ortodoksyjnych Żydów łączących religię z żydowskim nacjonalizmem, odsetek ten wynosi 12,2 proc., a wśród Palestyńczyków – 10,6 proc.

Nowi wyborcy wchodzą w dorosłość po okresie wstrząsów politycznych i społecznych. Ich doświadczenia obejmują pandemię COVID-19, masowe protesty przeciwko reformie sądownictwa forsowanej przez rząd Benjamina Netanjahu oraz wojnę rozpoczętą atakiem Hamasu 7 października 2023 r. To również pokolenie, które praktycznie nie zna innego premiera niż Netanjahu, ponieważ sprawował on władzę przez niemal całe ich świadome życie.

Wybory parlamentarne w Izraelu. Zwrot młodych na prawo

Tammy Hoffman z IDI w rozmowie z portalem Times of Israel zwróciła uwagę, że izraelscy Żydzi od dwóch dekad stopniowo przesuwają się na prawo. W sondażu Kanału 12 z września aż 74 proc. młodych respondentów określiło swoje poglądy jako prawicowe lub centroprawicowe, a 23 proc. – jako lewicowe lub centrolewicowe.

Nie oznacza to jednak automatycznego poparcia dla Netanjahu. W tym samym badaniu 16 proc. młodych zadeklarowało zamiar głosowania na głównego rywala premiera, partię Prosto byłego szefa sztabu armii Gadiego Eisenkota, a 14 proc. – na partię Netanjahu, Likud.

Rosnąca liczba wyborców w społecznościach ultraortodoksyjnej i arabskiej również nie musi jednak automatycznie przełożyć się na wzrost reprezentacji ich partii. Kluczowa będzie bowiem frekwencja.

Jak wynika z analiz IDI, Żydzi ultraortodoksyjni tradycyjnie głosują znacznie częściej niż przeciętny Izraelczyk. Wysoka mobilizacja pozwala im zatem zdobywać większą reprezentację parlamentarną, niż wynikałoby to z udziału ich zwolenników w społeczeństwie, bo jest ona niezbędna do zapewnienia im finansowania państwowego i korzystnych dla nich przepisów.

Tym razem jednak pojawiają się obawy o mobilizację tego elektoratu. Wielu ultraortodoksów jest rozczarowanych postawą swoich przedstawicieli w sporze o pobór do wojska. Nie zdołali oni bowiem zagwarantować utrzymania dotychczasowych zwolnień ze służby wojskowej. Również w obozie Netanjahu istnieje zaniepokojenie, że część wyborców Likudu pozostanie w domach.

Odmienna sytuacja panuje wśród arabskich obywateli Izraela, których zainteresowanie udziałem w obecnych wyborach wzrosło wraz z poczuciem zagrożenia ze strony nacjonalistycznych partii koalicji rządzącej. Ugrupowania te dążą m.in. do „judaizacji” Galilei i Negewu, regionów zamieszkanych przez licznych Palestyńczyków, poprzez rozwój żydowskiego osadnictwa i ograniczanie rozbudowy arabskich miejscowości.

Według sondaży nikt nie uzyska samodzielnej większości

W wyborach do izraelskiego parlamentu rywalizują dwa bloki – popierający Netanjahu i przeciwny premierowi. Według większości sondaży oba mogą liczyć na podobną liczbę mandatów, ale żaden nie uzyska samodzielnej większości. Wyższa frekwencja wśród arabskich wyborców wzmocni reprezentujące ich partie, które mogą odegrać istotną rolę w powyborczych negocjacjach dotyczących utworzenia rządu.

Frekwencja w izraelskich wyborach parlamentarnych jest zazwyczaj wysoka. W poprzednim głosowaniu, w listopadzie 2022 r., wyniosła 70,63 proc. W przeprowadzonym przez IDI badaniu w maju bieżącego roku od 80 do 95 proc. młodych respondentów z różnych grup społecznych zadeklarowało, że zdecydowanie lub prawdopodobnie weźmie udział w wyborach.

Źródło: PAP

Udział