Oleg L., który miał odpowiadać za logistykę przeprowadzonego 4 sierpnia nieudanego zamachu na lotnisku w Lipsku, od co najmniej 20 lat pozostaje w kontakcie z pułkownikiem GRU Denisem Smoljaninowem, uważanym przez zachodnie służby za organizatora szeregu akcji sabotażowych – czytamy w „Sueddeutsche Zeitung”.
Media: Organizator zamachu w Lipsku był kontaktem rosyjskiego wywiadu
W ubiegły czwartek (10 września), podczas posiedzenia parlamentarnej komisji spraw wewnętrznych, przedstawiciele niemieckiego rządu, służb i wymiaru sprawiedliwości poinformowali deputowanych, że rosyjskie sprawstwo zamachu na lotnisku w Lipsku „nie budzi żadnych wątpliwości” i „jest pewne na 100 proc.”. Zapewniono też, że władze Niemiec dysponują „licznymi jednoznacznymi informacjami”, które mają świadczyć o udziale „rosyjskich organów państwowych” w zamachu. Władze nie przedstawiły jednak konkretnych dowodów ani szczegółów dotyczących sabotażystów.
Przypomnijmy, że Władimir Putin na początku września oskarżył władze Niemiec o sfabrykowanie dowodów na zaangażowanie jego kraju w incydent z dronami na lotnisku w Lipsku. Kroki odwetowe podjęte przez rząd w Berlinie nazwał poważnym błędem.
Śledztwo „SZ”, stacji NDR i WDR oraz Dossier Center, platformy śledczej związanej z rosyjskim opozycjonistą Michaiłem Chodorkowskim, dostarczyło – jak piszą dziennikarze – „stosunkowo jednoznacznych dowodów” na związki jednego z podejrzanych, Olega L., z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU.
54-letni Łotysz z rosyjskim paszportem uważany jest przez niemiecki Federalny Urząd Kryminalny (BKA) za „mózg zamachu” na ukraiński samolot transportowy Antonow zaparkowany na lotnisku w Lipsku. Ponad tydzień przed zamachem mężczyzna przyleciał przez Stambuł do Berlina, a następnie wynajętym samochodem pojechał do Lipska.
Oleg L. i Białorusin Andrej K. mieli zaplanować zamach przeprowadzony za pomocą co najmniej trzech uzbrojonych dronów. Jeden z bezzałogowców trafił w skrzydło ukraińskiego samolotu, mającego w baku 26 tys. litrów paliwa. Dron nie wybuchł. Od tego czasu służby zidentyfikowały trzeciego uczestnika zamachu. Andrej K. miał sterować dronami podczas akcji, natomiast Oleg L. opuścił Niemcy na dwa dni przed zamachem, udając się do Serbii. Obecnie najprawdopodobniej wrócił do Rosji.
Oleg L. wiele zawdzięczał Rosjaninowi. „Czuł się dłużnikiem”
Oficjalnie, Oleg L. pracuje jako dyrektor rosyjskiej firmy importującej lekarstwa i przyprawy. Posiada dwa paszporty – łotewski i rosyjski. Zameldowany jest w Rydze, ale posiada też mieszkanie w rosyjskim mieście położonym ok. 300 km na południe od Petersburga.
Oleg L. ma od lat kontaktować się z pułkownikiem GRU Smoljaninowem, który znajduje się na liście osób objętych zakazem wjazdu do UE i Wielkiej Brytanii. Z ustaleń zachodnich służb wynika, że Smoljaninow mógł brać udział w nieudanym zamachu na samolot firmy DHL w Lipsku w 2024 r. Podejrzewany jest też o koordynowanie działań rosyjskich najemników oraz akcję we Francji, której celem miało być podsycenie konfliktu między Ukrainą a Turcją.
Z dokumentów, do których dotarli niemieccy dziennikarze, wynika, że Oleg L. i Smoljaninow znają się co najmniej od 2007 r. Oficer GRU pomagał biznesmenowi przy załatwianiu spraw związanych z działalnością firmy, a także spraw urzędowych w Rosji, w tym pozwolenia na pobyt w tym kraju dla siebie oraz córki i jej rodziny. „Wiele przemawia za tym, że Oleg L. czuł się dłużnikiem pułkownika i eksperta od sabotażu” – piszą dziennikarze śledczy.
Niemiecka prokuratura nie wyjaśniła dotąd, jak doszło do kontaktu między GRU a pilotem dronów, Białorusinem Andrejem K. Miał on być zamieszany w podpalenie marketu z materiałami budowlanymi w Łodzi w 2024 r. i od tego czasu uważany jest za „niskobudżetowego agenta”, którego można wynająć przez internet.
Identyfikacja Andreja K. była możliwa dzięki pozostawionym przez niego na lotnisku w Lipsku śladom DNA. Okazało się, że wcześniej popadł w konflikt z prawem w Finlandii i na Litwie. W latach 2011-2015 był przedsiębiorcą w branży transportowej, a w 2022 r. otrzymał rosyjski paszport. Do UE wjechał, korzystając z wizy turystycznej wystawionej pod koniec kwietnia we Włoszech.
Redakcja „SZ” zaznaczyła, że rosyjskie ministerstwo obrony nie zareagowało na pytanie o Smoljaninowa i Olega L. Dziennikarzom nie udało się też skontaktować z żadnym z domniemanych agentów.
Źródło: PAP














