Gdy Szczecin miał innego prezydenta niż Piotr Krzystek, prezydentem Stanów Zjednoczonych był George Bush, Polski nie było w Strefie Schengen, w piłkarskiej Ekstraklasie grała Amica Wronki, a na listach przebojów królował zespół Jeden Osiem L. Krzystek po raz pierwszy wygrał w 2006 roku, a potem jeszcze: w latach 2010, 2014, 2018 i 2024.
Wkrótce minie 20 lat od zaprzysiężenia go na pierwszą kadencję. Teraz trwa piąta i potrwa do 2029 roku. Wtedy – zgodnie z założeniami ustawy o dwukadencyjności – Krzystek przestanie być prezydentem stolicy Pomorza Zachodniego.
Chyba że prawo się zmieni, o co zabiega część polityków rządzącej koalicji.
– Kieruję się odpowiedzialnością za Szczecin i tą odpowiedzialnością będę kierował się w swoich przyszłych decyzjach – stwierdził Piotr Krzystek w odpowiedzi na pytanie Interii, nie wykluczając, że – jeśli pozwolą na to przepisy – będzie chciał rządzić miastem dłużej niż 23 lata.
A już teraz Szczecin jest największym miastem w Polsce, w którym tak dawno nie zmieniła się władza.
Rządzi od dwóch dekad. „Nie miał z kim przegrać”
– Przez długi czas prezydent Krzystek nie miał z kim przegrać. Im bardziej społeczeństwo było zmęczone duopolową grą Platformy Obywatelskiej z Prawem i Sprawiedliwością, tym częściej pojawiała się chęć głosowania na trzecią opcję. I w obrębie Szczecina Piotr Krzystek jawił się jako taka trzecia opcja. Do pewnego momentu udawało się taki PR stosować – analizuje w rozmowie z Interią profesor Bartłomiej Toszek, politolog z Uniwersytetu Szczecińskiego.
W wyborach w 2006 roku Krzystek startował jako członek Platformy Obywatelskiej. W kolejnych trzech elekcjach brał udział jako lider własnego komitetu, a w 2024 roku znów miał poparcie swojej dawnej partii.
– Ludzie cenią, że Krzystek trzyma się z daleka od tzw. wielkiej polityki. Jest sprawnym menedżerem miasta, realizuje zobowiązania wyborcze – mówi Interii Arkadiusz Litwiński, były poseł Platformy Obywatelskiej, kandydat tej partii na prezydenta Szczecina, a później kandydat do parlamentu z list Prawa i Sprawiedliwości.
Według Litwińskiego „Szczecin nie jest w tym zakresie wyjątkiem, bo było i jest wiele miast w Polsce, w których prezydenci cieszyli się zaufaniem wyborców przez wiele kadencji„.
Sekret wieloletnich rządów? „Ludzie z prowincji”
Była radna Szczecina związana dawniej z PiS i kandydatka na prezydentkę miasta, Małgorzata Jacyna-Witt uważa jednak, że jest konkretny powód, dla którego w stolicy Pomorza Zachodniego od dwóch dekad jest ten sam prezydent.
– To kwestia jakości społeczeństwa. W ostatnich 20 latach mamy w Szczecinie bardzo wielu mieszkańców, którzy przyjechali z okolicznych miejscowości, a jednocześnie duża część mieszkańców wyjechała ze Szczecina. Młodzi, nowi mieszkańcy są zachwyceni miastem. Widzą metropolię w swojej skali, czyli skali kogoś, kto przyjechał z prowincji – przekonuje w rozmowie z Interią Jacyna-Witt.
Jako drugi z powodów wymienia „umiejętność dogadania się Piotra Krzystka praktycznie z każdym środowiskiem politycznym„.
– Troszeczkę jak ta sroczka co kaszkę ważyła. Temu dała na miseczkę, temu na łyżeczkę, a innemu łeb urwała i poleciała. Piotr Krzystek był w koalicji i z Prawem i Sprawiedliwością, i z Platformą Obywatelską, i z Lewicą – analizuje.
Według Małgorzaty Jacyny-Witt „gdyby nie dwukadencyjność, to Piotr Krzystek wygrałby każdą kolejną kadencję, bo jest politykiem obrotowym”.
Ona sama kandydowała na prezydenta Szczecina dwa razy: w 2010 i 2014 roku. W tej drugiej próbie, startując z własnego komitetu, weszła do drugiej tury i zdobyła blisko 30 proc. głosów.
– Byłam wyjątkiem i mnie chyba Piotr Krzystek najbardziej się bał, kiedy weszłam do drugiej tury. Partyjnych kandydatów się nie bał – ocenia Małgorzata Jacyna-Witt.
Arkadiusz Litwiński próbował zostać prezydentem w 2010 roku. Był kandydatem Platformy Obywatelskiej, która notowała wtedy rekordowe, przekraczające 50 proc. poparcie. Ale i tak przegrał z Krzystkiem.
– Z każdą kolejną kadencją Krzystek zyskiwał doświadczenie, a jednocześnie unikał poważnych potknięć. Gromadził wokół siebie elektorat centrum, a po wyborach zapewniał sobie poparcie radnych. Gdybym 16 lat temu wygrał wybory, starałbym się iść tą samą drogą – wspomina dziś w rozmowie z Interią Litwiński.
Dwie kadencje i koniec. „Politycy są dyskryminowani”
Według Jacyny-Witt na przykładzie Szczecina widać potrzebę utrzymania dwukadencyjności w samorządach. Nazywa ją „przewietrzeniem” i „szansą na pokazanie pomysłów nowych ludzi na zarządzanie miastami”
– Prezydent miasta może robić kampanię wyborczą od pierwszego dnia od kiedy jest wybrany. Otwiera, zamyka, buduje za pieniądze publiczne. Nikt inny takich możliwości nie ma – tłumaczy Interii Jacyna-Witt.
Piotr Krzystek z dwukadencyjnością się nie zgadza. Uważa ją za niekonstytucyjną.
– Byłem jednym z inicjatorów złożenia w Senacie wniosku w sprawie zniesienia dwukadencyjności. A w przypadku jej utrzymania, zasada powinna dotyczyć też parlamentarzystów – mówi Interii prezydent Szczecina.
We wspomnianym piśmie autorzy powołują się na „naruszenie zasady demokratycznego państwa prawa”, „ograniczenie w korzystaniu praw i wolności” i „naruszenie zakazu dyskryminacji w życiu politycznym”.
– Są dwie teorie dotyczące dwukadencyjności – zauważa w rozmowie z Interią profesor Bartłomiej Toszek. – Pierwsza: dwukadencyjność jest dobra, bo powoduje rozbicie pewnych układów. Ale z drugiej strony obywatel powinien mieć pewną swobodę wyboru – mówi naukowiec z Uniwersytetu Szczecińskiego.
Jego zdaniem „dwukadencyjność ma tyle samo plusów co minusów i nie ma żadnej przekonującej przesłanki przemawiającej w pełni za lub przeciw”.
Rządził pięć kadencji. Żałuje, że nie było szóstej?
Wieloletnich prezydentów, burmistrzów i wójtów w Polsce są setki. Według raportu Najwyższej Izby Kontroli z 2024 roku ponad 900 osób przekroczyło dwie kadencje.
Janusz Żmurkiewicz ma za sobą pięć kadencji z rzędu jako prezydent Świnoujścia. Przed wyborami w 2024 roku zdecydował się nie starać o kolejną wygraną. Dziś jest radnym Sejmiku Zachodniopomorskiego.
– Przychodzą takie momenty, że obserwując sytuację, chciałoby się wrócić i naprostować to, co się dzieje, ale myślę, że zrobią to młodsi ode mnie – odpowiada Żmurkiewicz na pytanie, czy żałuje odpuszczenia kandydowania na szóstą kadencję z rzędu. A samą dwukadencyjność nazywa „sztucznie wprowadzonym ograniczeniem”
– O tym, czy ktoś ma być prezydentem, burmistrzem i wójtem powinni decydować mieszkańcy, a nie posłowie, senatorowie i prezydent. To wyborcy powinni decydować, ile kto ma pracować kadencji – uważa były prezydent Świnoujścia.
W październikowym głosowaniu w Sejmie ustawa znosząca dwukadencyjność przepadła, ale część polityków koalicji zapowiada, że do pomysłu wróci. Już ostatnio za zniesieniem ograniczenia głosowało dwóch polityków Koalicji Obywatelskiej, którzy w Interii deklarowali gotowość startu w wyborach na prezydenta Szczecina w 2029 roku i zastąpienia Piotra Krzystka: Patryk Jaskulski i Arkadiusz Marchewka.
Tobiasz Madejski


