Głosowanie rozpoczęło się we wtorek (27 października) o godz. 7 czasu lokalnego (godz. 6 w Polsce) i potrwa do godz. 22 (godz. 21 w Polsce). W całym kraju przygotowano ponad 12 tys. lokali wyborczych. Obywatele Izraela wybierają 120 członków Knesetu, czyli jednoizbowego parlamentu i najwyższego organu ustawodawczego kraju.
W wyborach rywalizują dwa główne bloki polityczne. Pierwszy skupia prawicowy Likud Netanjahu, dwie partie skrajnie nacjonalistyczne oraz potencjalnie jego tradycyjnych sojuszników – ugrupowania Żydów ultraortodoksyjnych. Drugi tworzą partie przeciwne premierowi, od prawicy przez centrum po lewicę, które zarzucają Netanjahu osłabianie instytucji demokratycznych, zawłaszczanie instytucji państwa i korupcję. Na najwięcej głosów może liczyć centrowa partia Prosto (Jaszar) byłego szefa sztabu armii Gadiego Ajzenkota.
Wybory parlamentarne w Izraelu. Netanjahu: Arabowie próbują je ukraść
Premier Netanjahu powrócił do kontrowersyjnej retoryki stosowanej podczas wcześniejszych kampanii wyborczych i ostrzegł swoich zwolenników przed wysoką mobilizacją arabskich wyborców. W nagraniu skierowanym do sympatyków partii Likud Netanjahu stwierdził, że „Arabowie na południu pędzą do urn wyborczych”.
– Próbują ukraść nam te wybory – powiedział premier, nawiązując do zatrzymania trzech działaczy arabskiej partii Ra’am, podejrzewanych o przekupywanie wyborców. – To poważna sprawa. To przestępstwo. Dotrą do każdego człowieka. Ostrzegam was – dodał.
Premier Netanjahu stwierdził, że frekwencja wśród arabskich wyborców na pustyni Negew jest znacznie wyższa niż wśród Żydów. Nie przedstawił jednak danych, na których oparł tę ocenę. – Musicie iść głosować – zaapelował do wyborców swojej partii. – Żadnej plaży, żadnego grilla. Wszyscy idą głosować na Likud – dodał.
Przekonywał, także że „stawką wyborów jest przyszłość państwa izraelskiego”, a zwycięstwo opozycyjnych ugrupowań syjonistycznych i partii arabskich oznaczałoby „koniec państwa żydowskiego, jakie znamy”.
Brak dowodów na fałszerstwa wyborcze w Izraelu
Ministerka transportu z ramienia Likudu Miri Regew powtórzyła niepoparte dowodami zarzuty premiera Netanjahu o rzekomych nieprawidłowościach wyborczych, twierdząc, że bliżej nieokreślone środowiska próbują wpłynąć na wynik głosowania. „Próbują ukraść nam wybory i nasze państwo” – napisała Regew w serwisie X. We wpisie stwierdziła, że głosowanie to „wybór między prawicą a Palestyną”.
Stanowisko w sprawie wydała Centralna Komisja Wyborcza, która poinformowała, że nie ma dowodów na systematyczne fałszerstwa wyborcze ani manipulowanie wynikami głosowania.
Prawo do głosowania w Izraelu ma około 7,3 mln Izraelczyków. Co do zasady głosowanie jest możliwe wyłącznie na terytorium kraju. Wyjątek stanowią m.in. dyplomaci i urzędnicy państwowi pełniący służbę poza krajem. Jak opisywaliśmy na Gazeta.pl, co najmniej 67 tys. Izraelczyków wróciło z zagranicy, by wziąć udział w wyborach do Knesetu. To niemal 1 proc. uprawnionych do głosowania. Według ekspertów jest to bezprecedensowe zjawisko w historii Izraela.


