Ksiądz Eugeniusz S. był proboszczem parafii pw. św. Teresy Benedykty od Krzyża (Edyty Stein) w Gdańsku od 2001 roku, czyli od momentu jej założenia. Początkowo wierni brali udział w nabożeństwach w innej parafii. Później na placu kościelnym postawiono namiot, który pełnił funkcję tymczasowej kaplicy. Budowę kościoła rozpoczęto w 2006 r. W podobnym okresie rozpoczęło też działalność parafialne przedszkole. O okolicznościach inwestycji i finansach parafii obszernie informowała przed laty trójmiejska „Gazeta Wyborcza”.
Proboszcz był jedyną uprawnioną osobą do obsługi kont bankowych parafii. Na konta wpływały m.in. cegiełki na budowę kościoła, darowizny, a także czesne i dotacje związane z funkcjonowaniem przedszkola. Duchowny przelewał z parafialnego konta pieniądze na swoje prywatne konto, wypłacał też pieniądze w gotówce.
Gdańsk. Ksiądz podbierał pieniądze z parafialnego konta
W 2010 r. parafia sprzedała jedną z należących do niej działek za nieco ponad 1,2 mln zł. Kilka dni po tym, jak na konto parafii wpłynął przelew, proboszcz przesłał na swój prywatny rachunek 400 tys. zł. W tytule przelewu wpisał „zasilenie konta”. Następny opiewał już na 500 tys. zł, a kolejny wykonany trzy dni później – na 85 tys. zł.
Po dwóch miesiącach ksiądz kupił mieszkanie z miejscem parkingowym. Lokal kosztował blisko 400 tys. zł. W maju 2010 r. przelał pierwszą ratę w wysokości 41,5 tys. zł, a kolejne w lipcu, wrześniu, grudniu i kwietniu 2011 r.
W czerwcu 2011 r. sprzedał mieszkanie znajomej. Oficjalnie za 100 tys. złotych mniej, niż sam wcześniej zapłacił. Dlaczego? Nie wiadomo.
„Zastrzeżenia budziło to, czy rzeczywiście doszło do zapłaty wymienionej kwoty, jako że świadek nie pamiętała, ile zapłaciła, jak również, w jaki sposób dokonała płatności tak dużej kwoty, w gotówce czy przelewem, w jakich ratach, a jednocześnie na rachunkach bankowych Eugeniusza S. nie ujawniono wpływu środków” – wskazał potem Sąd Okręgowy w Gdańsku.
„Świadek przyznała, że według jej wiedzy oskarżony objętą przedmiotową umową nieruchomość zakupywał dla siebie, albowiem mówił jej, że chce mieć coś na stare lata i mieszkać” – dodał sąd.
Od lutego 2013 r. do maja 2014 r. na konto księdza wpłynęło łącznie ponad półtora mln zł, głównie pieniądze z rachunku parafii i parafialnego przedszkola. Niemal połowę tej kwoty S. wypłacił w gotówce.
Sąd: Materiały do domu wzięte z terenu budowy kościoła
W marcu 2014 r. ksiądz za zgodą arcybiskupa sprzedał dwie parafialne działki za 2,1 mln zł. Cztery miesiące później kupił dom za 710 tys. zł.
Przed zakupem poprosił kierownika budowy kościoła, by ocenił stan budynku. Duchowny tłumaczył mężczyźnie, że po remoncie chce sprzedać dom z zyskiem i zarobione pieniądze przeznaczyć na dokończenie kościoła. Eugeniusz S. zrobił generalny remont domu, m.in. uzupełnił konstrukcję dachu, wymienił okna, instalacje. Całość pochłonęła ok. 700 tys. zł.
„Niektóre materiały, jak na przykład resztki marmuru, zostały wzięte z terenu budowy kościoła i wykorzystane do ułożenia posadzki w tym domu. W efekcie remontu w budynku powstały dwa oddzielne mieszkania” – wskazywał potem Sąd Okręgowy w Gdańsku.
Dom oglądali od środka w 2021 r. dziennikarze „Superwizjera” TVN, którzy udawali klientów zainteresowanych zakupem.
„Dom był starannie wyremontowany. Uwagę dziennikarzy przykuła klatka schodowa. Została wyłożona dwoma rodzajami marmuru. Na pierwszy rzut oka widać było, że oba rodzaje marmuru wyglądają identycznie jak te użyte w kościele” – czytamy na TVN24.pl.
„Crema marfil i rojo alicante to hiszpańskie marmury używane do wykańczania ekskluzywnych wnętrz. Należą do szlachetnych materiałów wykończeniowych. Rojo alicante jest niezwykle charakterystyczny. Na zdjęciach z kościoła i domu proboszcza widać, że użyty w nich kamień wygląda na identyczny” – dodano.
Budynek wyceniony został na dwa i pół mln zł. Ostatecznie został sprzedany za 1,5 mln zł. Po sprzedaży budynku ksiądz przekazał na konto parafii jedynie 500 tys. zł. Później przed sądem przyznał, że dom sprzedał pod wpływem złej prasy na swój temat, a pół miliona zwrócił pod naciskiem arcybiskupa.
„Wszystko, co czyniłem, czyniłem z intencją dla dobra społecznego”
W marcu 2022 r. Eugeniusz S. został odwołany z funkcji proboszcza. Rzecznik kurii tłumaczył wtedy w oświadczeniu przekazanym „Gazecie Wyborczej”, że arcybiskup Tadeusz Wojda podjął taką decyzję, „mając na uwadze dobro duchowe wiernych i pożytek Kościoła oraz uwzględniając wszelkie okoliczności związane z jego dotychczasową posługą kapłańską”. Długi parafii sięgały wtedy 500 tys. zł.
W lipcu 2022 r. kuria zawarła z księdzem porozumienie, w którym ustalono, że duchowny jest winny parafii 750 tys. zł.
Niezależnie od tego finansami parafii i Eugeniusza S. zajęła się prokuratura. Skierowała do sądu akt oskarżenia. Zarzuciła księdzu przywłaszczenie łącznie ponad półtora mln zł. Duchowny nie złożył wyjaśnień w trakcie śledztwa. Zrobił to dopiero w niewielkim zakresie przed sądem.
– Moją intencją nie było szkodzić parafii ani Kościołowi, ani diecezji, ani społeczeństwu. Wszystko, co czyniłem, czyniłem z intencją dla dobra społecznego, wspólnoty, przy której pracowałem. (…) Ja po 48 latach kapłaństwa jestem przekonany (…), że mam prawo do własności. Nie było intencją robienie jakiejkolwiek krzywdy parafii, bo w parafii pozostaje cały dorobek 21 lat. Dom był zakupiony jako do remontu i z intencją przygotowania kilku mieszkań dla księży seniorów – przekonywał.
Duchowny sugerował też, że jako proboszcz miał prawo samodzielnie ustalać sobie wysokość otrzymywanej pensji, że pobrane przez niego pieniądze stanowiły wynagrodzenie za okres wielu lat pracy dla parafii, w tym związanej z budową kościoła.
Ks. Eugeniusz S. skazany. Ponad milion złotych do zwrotu
Po trwającym kilka miesięcy procesie w 2023 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku uznał duchownego za winnego przywłaszczenia blisko 400 tys. zł ze środków parafii w okresie od 2010 r. do 2011 r., a także ponad 1,1 mln zł w okresie od marca do grudnia 2014 r.
Kara łączna to dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy lata i 100 tys. zł grzywny. Sąd zobowiązał też duchownego do zwrotu całej kwoty na konto parafii, obciążył go również kosztami sądowymi w wysokości 20,3 tys. zł.
Sąd nie uwzględnił w kwocie 1,5 mln zł tych 500 tys. zł, które ksiądz przelał parafii po sprzedaży domu. Z wyjaśnień duchownego wynikało bowiem, że były to pieniądze mające wspomóc parafię, a nie zadośćuczynienie za wyrządzoną krzywdę. Sąd uznał je zatem za darowiznę, a nie zwrot części pieniędzy.
„We wszystkich transakcjach dotyczących nieruchomości, w których stroną był Eugeniusz S., nie występował on w imieniu i na rzecz parafii, lecz w imieniu własnym i na swoją rzecz, co jasno ukazuje cel podejmowanych działań i towarzyszący temu zamiar przywłaszczenia” – zauważył sąd w uzasadnieniu.
„Również nie bez powodu oskarżony zapłaty za nieruchomości dokonywał ze swoich rachunków bankowych, a nie rachunków parafii. Przecież gdyby rzeczywiście oskarżony przy przedmiotowych transakcjach działał z myślą o parafii, to nie było przeszkód, aby zapłaty dokonywał z należących do niej rachunków” – czytamy.
Sąd przy wymierzaniu kary wziął pod uwagę to, że duchowny nie był wcześniej karany. Okolicznością obciążającą było natomiast to, że Eugeniusz S. jest księdzem, a więc wykonuje zawód „cieszący się dotychczas dużym autorytetem i zaufaniem społecznym”.
„Sprawca ewidentnie czuł się bezkarny”
Obrońca duchownego złożył apelację. We wrześniu 2024 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku obniżył o 500 tys. zł wysokość kwoty, którą ksiądz musi oddać parafii. Sąd uwzględnił tym samym te pieniądze, które duchowny przelał parafii po sprzedaży domu. W pozostałej części wyrok został utrzymany w mocy. Dodatkowo ksiądz musiał też zapłacić 20,3 tys. zł za postępowanie w drugiej instancji.
Obrońca ks. Eugeniusza S. złożył potem wniosek do Sądu Najwyższego o wznowienie postępowania. Jak ustalił portal Gazeta.pl, w sierpniu tego roku SN ten wniosek oddalił.
„Sprawca ewidentnie czuł się bezkarny: dokonywał nielegalnych transferów pieniędzy na swoje konto, niczego formalnie nie ujawniając (…). Uspokajało go to, że kontrole finansowe ze strony archidiecezji odbywały się wyjątkowo rzadko i wyraźnie liczył na to, że jego przestępczy proceder po prostu nie ujrzy światła dziennego” – zaznaczył Sąd Najwyższy.
Ze strony internetowej archidiecezji wynika, że duchowny sprawuje obecnie duszpasterską pomoc w jednej z pomorskich parafii. Portal Gazeta.pl zwrócił się zarówno do parafii, jak i do rzecznika Archidiecezji Gdańskiej z prośbą o informację, czy ks. Eugeniusz S. zwrócił przywłaszczone pieniądze.
„Ks. Eugeniusz zwraca parafii zasądzoną kwotę (…). Obecnie, poza pomocą duszpasterską, nie pełni żadnej innej funkcji w archidiecezji gdańskiej” – przekazał nam ks. Maciej Kwiecień, rzecznik Archidiecezji Gdańskiej.
„Zasądzona prawomocnym wyrokiem kwota nie została dotychczas uregulowana w całości. Zobowiązanie jest realizowane poprzez comiesięczne wpłaty na rzecz parafii. We współpracy z Radą Ekonomiczną na bieżąco monitoruję realizację zobowiązania, mając na uwadze należytą ochronę majątku parafii oraz dobro wspólnoty parafialnej” – potwierdził ks. Tyberiusz Kroplewski, obecny proboszcz parafii pw. św. Teresy Benedykty od Krzyża w Gdańsku.
Za pośrednictwem parafii, z którą obecnie związany jest duchowny, poprosiliśmy księdza Eugeniusza S. o stanowisko w sprawie prawomocnego wyroku i ostatniego orzeczenia Sądu Najwyższego. Do tej pory duchowny nie skontaktował się z naszą redakcją.
Redagował Jan Latała


