
Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu „Interia bliżej świata” publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych gazet. Brytyjski „The Economist”, z którego pochodzi poniższy artykuł, ukazuje się nieprzerwanie od 1843 r. i należy do najpopularniejszych na świecie magazynów poświęconych tematyce politycznej i biznesowej. Ma opinię jednego z bardziej wpływowych tytułów prasowych na świecie. Tygodnik od samego początku niezmiennie trzyma się liberalnego kursu.
Gdyby Wielka Brytania była drużyną piłkarską, balansowałaby na krawędzi spadku do niższej ligi. Gospodarka się chwieje, społeczeństwo straciło motywację, a na szczytach władzy rozgrywa się kolejny kompromitujący kryzys.
Na szczęście jeden z sektorów brytyjskiej gospodarki wyznacza plan gry na wyjście z kryzysu.
40 lat temu angielski futbol był pośmiewiskiem. Dziś jest światową potęgą. Premier League to najchętniej oglądane zawody sportowe na świecie, co roku przynoszące brytyjskiej gospodarce 10 mld funtów wartości dodanej brutto. Politycy, którzy chcą znów uczynić Wielką Brytanię wielką, powinni wziąć przykład z Premier League.
Keir Starmer powinien uczyć się od Premier League
Pierwsza lekcja: wykorzystaj swoje mocne strony. Wielka Brytania wymyśliła futbol, a do tego zapewnia nieskrępowany przepływ kapitału i przyciąga talenty. Premier League potrafi to wykorzystać: otwiera się na zagranicznych inwestorów, którzy kupują kluby, oraz na zagranicznych trenerów i piłkarzy, którzy podnoszą ich poziom. Jest znacznie bardziej otwarta niż konkurencyjne ligi.
Otwartość wyszła z mody, ale sir Keir Starmer – jako kibic Arsenalu Londyn, czyli klubu, który właśnie został mistrzem Anglii – powinien wiedzieć, że niepopularna taktyka bywa najskuteczniejsza. Jego rząd obrał przeciwną strategię – ograniczył liczbę wiz pracowniczych i utrzymał podatki odstraszające zamożnych cudzoziemców. Mówiąc językiem futbolu, sir Keir wybrał zupełnie błędne ustawienie.
Wielka Brytania musi zagrać va banque
Kolejna lekcja: nie bój się konkurencji. Premier League to jeden z największych na świecie eksperymentów w samoregulacji – studium przypadku pokazujące wartość bezwzględnej rywalizacji i swobodnego przepływu pieniędzy.
A jednak latem zeszłego roku weszła w życie niemądra, ponadpartyjna decyzja o powołaniu niezależnego organu kontrolnego piłki nożnej. Angielskiemu futbolowi oszustwa nie są obce – od finansowego dopingu po aferę szpiegowską w Southampton – ale takie sprawy najlepiej załatwiać we własnym gronie. Jeśli potwierdzą się obawy, że instytucja ta zacznie utrudniać inwestycje, będzie to modelowy przykład tego, że sir Starmer nie rozumie, co dało siłę Premier League – i Wielkiej Brytanii.
Następny lider Partii Pracy usłyszy wiele głosów za bardziej drobiazgowymi regulacjami i większą nieufnością wobec zagranicznego kapitału. Jeśli miałby to być Andy Burnham, burmistrz Manchesteru i obecnie najpoważniejszy pretendent do zastąpienia sir Keira, to powinien on odwiedzić swoich wyborców we wschodnim Manchesterze – miejscu odmienionym przez emirackich inwestorów, którzy upodobali sobie Manchester City.
Wielka Brytania pilnie potrzebuje zagranicznych inwestycji. Formuła Premier League – zglobalizowany kapitalizm grający va banque – to najlepszy sposób, by je przyciągnąć, a nie wścibski menedżeryzm laburzystowskiej lewicy, który niczym VAR tylko spowalnia akcję i psuje zabawę.

Starmer stracił szatnię i kibiców
Na koniec: Partia Pracy powinna dążyć do utrzymania stabilności na szczycie, ale nie za wszelką cenę. Najgorsze kluby zmieniają trenerów niemal tak szybko jak Wielka Brytania premierów. A jeśli koszmarny sezon Tottenhamu Hotspur czegoś uczy, to tego, że zbyt długie trwanie przy złym wyborze jest receptą na porażkę.
Wielka Brytania najpewniej uniknie tego błędu. Sir Keir stracił już szatnię i kibiców, więc zapewne dostanie czerwoną kartkę. Niestety Wielka Brytania nie może przeczesywać świata w poszukiwaniu genialnego nowego trenera. Musi wybrać premiera spośród mniej więcej 400 posłów Partii Pracy. Nie sposób pomylić któregokolwiek z nich z Pepem Guardiolą, a niektórzy uważają, że idealny plan gry polega na ustawieniu wszystkich na lewym skrzydle i liczeniu, że jakoś to będzie.
Wielka Brytania potrzebuje na narodowej ławce trenerskiej kogoś, kto potrafi lepiej przemawiać do ludzi. Sir Keir nie znosi mów motywacyjnych i brzydzi się słowem „wizja”. Zbyt często zrzędzi, jak trudna jest jego praca. Jego następca powinien tchnąć nową wiarę w kraj skłonny do pesymizmu. Renesans angielskiego futbolu – od obśmiewanej przeciętności do światowej dominacji – pokazuje, że powrót do gry zawsze jest możliwy. Dla sir Keira może być już za późno, ale nie dla Wielkiej Brytanii.
Tekst przetłumaczony z „The Economist” © The Economist Newspaper Limited, London, 2026
Tłumaczenie: Monika Bortnowska
Tytuł, śródtytuły, lead oraz skróty pochodzą od redakcji.
-
„Financial Times”: Czy wojna w Iranie uratuje Keira Starmera?
-
„The Economist”: Jak obalić premiera












