Mieszkająca z rodzicami 43-letnia Mirella nie była widywana przez sąsiadów przez 27 lat. Organy ścigania zajęły się tą sprawą w lipcu 2025 r., kiedy policja otrzymała zgłoszenie o kłótni domowej w jednym z bloków w Świętochłowicach.
Podczas interwencji okazało się, że we wskazanym przez sąsiadów mieszkaniu przebywa małżeństwo w wieku 82 lat wraz z córką Mirellą, której sąsiedzi nie widzieli od wielu lat. 43-latka mała problemy z poruszaniem się i widoczne obrzęki na nogach, dlatego policjanci wezwali pogotowie ratunkowe. Po kilku tygodniach spędzonych w szpitalu wróciła do mieszkania rodziców.
Media, które jesienią 2025 r. nagłośniły tę sprawę, podawały, że Mirella przez blisko 30 lat była „zamknięta” przez swoich rodziców w jednym pokoju. Jak opisywał „Fakt”, miała ona po raz ostatni wyjść z domu w wieku 15 lat, wtedy przestała chodzić do szkoły i od tamtego czasu nie miała kontaktu ze światem zewnętrznym. Nie miała dowodu osobistego czy własnych ubrań. Jej opiekunowie mieli wmawiać sąsiadom, że zaginęła lub wróciła do biologicznych rodziców.
Świętochłowicka policja informowała wówczas, że po interwencji wszczęto postępowanie w sprawie znęcania się nad osobą najbliższą i wstępne ustalenia nie potwierdziły medialnych doniesień, jakoby kobieta przez 27 lat miała być przetrzymywana w mieszkaniu rodziców wbrew swojej woli. Policjanci zaznaczyli też, że wcześniej nie mieli interwencji pod tym adresem, nie otrzymali żadnych niepokojących sygnałów dotyczących tej rodziny, nikt też nie zgłaszał zaginięcia członka rodziny.
„Matka nie przyznała się do winy”
W czwartek (5 listopada) szefowa Prokuratury Rejonowej w Chorzowie Sabina Kuśmierska powiedziała, że rodzice kobiety usłyszeli zarzuty dotyczące znęcania się psychicznego nad córką, narażenia jej na ciężki uszczerbek na zdrowiu, doprowadzenia do długotrwałej choroby i nieudzielenia pomocy. – To jest jeden zarzut, na który składają się cztery artykuły Kodeksu karnego – sprecyzowała prok. Kuśmierska.
Rodzice kobiety dobrowolnie stawili się przesłuchanie w prokuraturze. – Matka nie przyznała się do winy, ojciec teoretycznie się przyznał, natomiast w składanych wyjaśnieniach zaprzeczał temu, że miałby dokonać tego czynu – dodała prokurator. Rodzicom Mirelli może grozić kara od trzech do 20 lat więzienia.
W śledztwie do wykonania zostały jedynie końcowe czynności. W najbliższych tygodniach, pod koniec listopada lub na początku grudnia, do sądu powinien zostać skierowany akt oskarżenia.
Pani Mirella nie mieszka już z rodzicami
Niezależnie od prokuratorskiego śledztwa od marca br. przed Sądem Rejonowym w Chorzowie toczy się postępowanie o przymusowe umieszczenie pani Mirelli w domu pomocy społecznej. Sprawa jest rozpoznawana przy drzwiach zamkniętych. Umieszczenia kobiety w DPS domaga się prokuratura i Ośrodek Pomocy Społecznej w Świętochłowicach (OPS), uzasadniając to zagrożeniem jej życia.
Sama pani Mirella, która na pierwszy termin tego procesu przyszła towarzystwie ojca i swojej pełnomocniczki, odpowiadając na pytania dziennikarzy, oświadczyła wówczas, że czuje się dobrze, chce zostać w domu, gdzie nie dzieje jej się żadna krzywda.
Obecnie Mirella nie mieszka już z rodzicami. Informację o wyprowadzce z rodzinnego mieszkania potwierdza prokuratura.
Źródło: PAP













