Do tragicznego zdarzenia doszło w czwartek (24 września) na terenie Opactwa przy ulicy Benedyktyńskiej w Jarosławiu (woj. podkarpackie). 31-letni obywatel Ukrainy ranił nożem czterech mężczyzn i kobietę – trzy osoby duchowne i dwie osoby świeckie.
Katia przyjechała do Jarosławia z Dniepru wraz z siedmioletnim wtedy synkiem cztery lata temu. W klasztorze funkcjonował ośrodek pomagający uchodźcom wojennym z Ukrainy. Choć większość z nich wyjechała, Katia wracać do Ukrainy nie chce, bo tam, gdzie mieszka, codziennie spadają rosyjskie bomby. Została w Jarosławiu, gdzie dostała pracę w klasztorze. „W ośrodku mieszka jeszcze jedna matka z trójką dzieci, dziadkowie Katii i pan Ihor, który jest odpowiedzialny za utrzymanie ogrodu” – pisze Agata Kulczycka na rzeszów.wyborcza.pl.
„Kiedy jeden z księży zwrócił mu uwagę, wziął nóż i zaatakował”
Katia nie była świadkiem zdarzenia. Opowiada to, co usłyszała od innych. „Ksiądz Adrian, odpowiedzialny za dom pielgrzyma i kawiarenkę, próbował wyprosić z kuchni mężczyznę, który wszedł tam po wodę, ale stał się agresywny. Zaczął wszystko strącać i rozwalać. Ksiądz Adrian chciał go powstrzymać, ale mężczyzna sięgnął po nóż kuchenny. Ranił ks. Adriana w głowę i ramię” – opowiada kobieta.
Ksiądz zdążył zadzwonić na policję, podczas gdy mężczyzna wydostał się z kuchni i zaatakował dwóch innych duchownych – ks. Marka i ks. Stanisława, którego życia nie udało się uratować. Do szpitali zabrano pięć osób: czterech mężczyzn i kobietę.
Ukrainka przyznaje, że ta tragedia może wpłynąć na stosunek Polaków do Ukraińców. Już w czwartek syn jej koleżanki, która również pracuje w klasztorze, został zaatakowany w szkole. „Usłyszał, że wszystko, co złe, to Ukraińcy. Naszym dzieciom też się dostało. Na razie tylko słowem, ale przez najbliższe dni nie poślemy ich do szkoły, bo boimy się, co się może stać” – mówi Katia Agacie Kulczyckiej. I dodaje, że sama też zapowiedziała swojemu synowi, że nie pójdzie do szkoły przez kilka najbliższych dni.
W kawiarniach i na miejscowym rynku osób mniej niż zwykle
Najbliższe otoczenie klasztoru jeszcze w czwartek późnym wieczorem było ogrodzone policyjną taśmą, a na miejscu pracowali technicy kryminalni. Przy bramie klasztornej pojawiła się tablica z informacją, że modlitwa w intencji ofiar i poszkodowanych w opactwie zostanie odprawiona w jarosławskiej kolegiacie.
W czwartek po południu prokuratura poinformowała, że sprawcą ataku w jarosławskim opactwie był Ihor M., 31-letni obywatel Ukrainy, który w przeddzień przyjechał do Polski z Niemiec. Nie udało mu się przekroczyć granicy w Korczowej, bo nie miał ważnego ubezpieczenia OC. „Jego auto zostało zatrzymane na parkingu przy przejściu. Jak i dlaczego przyjechał właśnie do Jarosławia? Tego nie wiadomo’ – czytamy na Wyborcza.pl.
Tusk i Nawrocki o ataku nożownika w Jarosławiu
Do ataku w Jarosławcu odnieśli się najważniejsi politycy w Polsce. „Sprawca to obywatel Ukrainy. Będzie ukarany z całą surowością polskiego prawa. Łączę się w bólu z bliskimi ofiar tego brutalnego ataku” – podkreślił premier Donald Tusk. Z kolei prezydent Karol Nawrocki zwrócił uwagę, że „zasady i wartości naszej wspólnoty muszą być respektowane przez wszystkich przebywających w naszym kraju”.
Również szef MSWiA Marcin Kierwiński podkreślił, że sprawca został zatrzymany. „Trwają z nim czynności śledczych. Odpowie za ten czyn z całą surowością polskiego prawa. Wsparcie psychologiczne jest udzielane na miejscu osobom, które były świadkami tego morderstwa” – dodał minister.
„Sprawca tego zła musi ponieść pełną odpowiedzialność zgodnie z obowiązującym prawem. Liczymy na szybkie i rzetelne wyjaśnienie wszystkich okoliczności. Bolesne jest to, że ludzie są zdolni do tak okrutnych zbrodni. Wierzymy, że sprawiedliwości stanie się zadość” – napisał prezydent Wołodymyr Zełenski.













