Sekretarz Daniel Driscoll zrobił to według szeregu amerykańskich mediów w poniedziałek, choć oficjalnie nie ma jeszcze na ten temat komunikatu Pentagonu. Jak relacjonuje „The Atlantic”, zanim odszedł, udało mu się dostać audiencję u samego Donalda Trumpa w Białym Domu. Miał tam wyłożyć powody swojej rezygnacji, koncentrując się zwłaszcza na tym, co dzieje się z przywództwem US Army i jak to wpływa na jej potencjał bojowy.

Ideologiczny wojownik i technokrata

Driscoll miał już od dawna ścinać się z Hegsethem z wielu powodów. Ich relacja miała osiągnąć taki stan napięcia, że już od kilku miesięcy praktycznie z sobą nie rozmawiali. Co trudno uznać za dobre dla wojska USA. Driscoll jako sekretarz US Army był najwyższym rangą cywilnym urzędnikiem nadzorującym wojska lądowe USA. Zadaniem osoby na takim stanowisku jest głównie zarządzać ich rozwojem i dbać o utrzymanie odpowiedniego poziomu gotowości bojowej. Zawiera się w tym zarówno dbanie o ludzi, jak i o pieniądze oraz sprzęt. W strukturze cywilnego kierownictwa Pentagonu sekretarz US Army jest w praktyce drugą najważniejszą osobą po sekretarzu obrony.

Według relacji w licznych amerykańskich mediach Hegseth ma poważne problemy w radzeniu sobie z zarządzaniem tak dużą i ważną organizacją jak Pentagon. Zwłaszcza w obliczu wojny z Iranem nieidącej zgodnie z pragnieniami Trumpa. Sekretarz obrony miał stać się paranoiczny, wybuchowy i skupiający się na swoim koniku, czyli przemodelowaniu sił zbrojnych USA zgodnie ze swoją ideologią. Wojsko ma być bardziej „zabójcze”, mieć więcej „etosu wojownika” i odrzucić wszystko, co w jego ocenie jest przejawem lewicowej kultury „woke”. Zgodnie z tym, co opisał w swojej książce „Wojna z wojownikami” wydanej w 2024 roku.

Driscoll nigdy nie przejawiał takiego zainteresowania przemianami ideologicznymi w Pentagonie. Znacznie więcej mówił o modernizacji technologicznej, wyciąganiu wniosków z wojny w Ukrainie i dbaniu o jak największą gotowość bojową podległych mu sił. Był postrzegany jako jeden z lepszych merytorycznie urzędników osadzonych w Pentagonie przez tę administrację Trumpa. Jego nominacja w Senacie poszła bez problemu i ze znacznym wsparciem też ze strony demokratów. Nie bez powodu w amerykańskich mediach był wielokrotnie typowany na potencjalnego następcę Hegsetha na stanowisku sekretarza obrony. Dodatkowo Driscoll ma być w bardzo dobrej relacji z wiceprezydentem JD Vance’em, który ściągnął go do administracji.

Wojna z Iranem wyostrzyła fundamentalny problem armii USA. Na szczęście, działa ona też odstraszająco na Chiny – mówi w rozmowie z „Wyborczą” Evelyn Farkas, dyrektorka w Pentagonie za czasów Baracka Obamy.

Seria usuniętych oficerów

Wszystko to razem miało czynić Hegsetha bardzo nieufnie nastawionym do sekretarza armii i przekładać się na negatywne nastawienie do jego pracy. Konflikt nasilił się na początku tego roku, kiedy sekretarz obrony miał wymusić na Driscollu usunięcie płk. Davida Butlera ze stanowiska głównego oficera prasowego US Army. Sekretarz armii i usunięty oficer mieli się dobrze dogadywać i współpracować. Hegseth miał jednak obwiniać płk. Butlera za negatywne artykuły prasowe rzucające cień na jego osiągnięcia jako szefa Pentagonu, a dodatkowo traktował go podejrzliwie, ponieważ w przeszłości współpracował blisko między innymi z generałem Markiem Milleyem, byłym szefem Sztabów Połączonych. Ten natomiast jest uznawany w kręgach zwolenników Trumpa za zło wcielone. Generał opierał się bowiem pewnym jego działaniom podczas jego I administracji i za kulisami miał być momentami bardzo krytyczny wobec prezydenta. Zwłaszcza w takich momentach jak szturm zwolenników Trumpa na Kapitol 6 stycznia 2021 roku. Obecny prezydent raz nawet sugerował, że za swoje działania gen. Milley powinien zostać stracony.

Driscoll miał się takimi rzeczami nie przejmować i po prostu cenić umiejętności płk. Butlera. Od tego czasu jego współpraca z Hegsethem miała być trudna. Dodatkowo w marcu mieli się spiąć o listę awansów pułkowników na generałów. Szef Pentagonu miał nakazać usunięcie z niej dwóch kobiet i dwóch czarnoskórych, nie podając w ocenie swoich krytyków merytorycznych podstaw do tej decyzji. Driscoll miał awansów bronić, ale ostatecznie uległ. Całkowitego załamania współpraca obu panów miała doznać w kwietniu. Szef Pentagonu bez ostrzeżenia zwolnił wówczas szefa sztabu US Army generała Randy’ego George’a. Najważniejszego oficera w wojskach lądowych USA i bliskiego współpracownika Driscolla. Oficjalnie powodu nie podano, nieoficjalnie media w USA pisały o oskarżeniu generała przez Hegsetha o puszczanie przecieków do prasy. Driscoll był wówczas na rodzinnym urlopie i dowiedział się o sprawie po fakcie.

Wraz z gen. George’em Hegseth usunął tego samego dnia też szefa Dowództwa Szkolenia i Transformacji generała Davida Hodne, kolejnego bliskiego współpracownika Driscolla. Obaj dużo mówili i robili na rzecz zaabsorbowania do wojska USA lekcji z wojny w Ukrainie. Zwłaszcza w zakresie użycia dronów. Tego samego dnia stanowisko stracił też generał William Green Jr, szef kapelanów US Army, choć nie ma do dzisiaj jasności dlaczego. To stały już element Pentagonu pod kierownictwem Hegsetha. Wiele działań nie jest oficjalnie tłumaczone, w tym istotne zmiany kadrowe. Podobnie stało się dwa i pół miesiąca później pod koniec czerwca. Z oficjalnie nieznanych do dzisiaj powodów Hegseth nakazał obniżenie rangi stanowiska Dowódcy Sił US Army w Europie i Afryce z takiego dla generała czterogwiazdkowego, na trzygwiazdkowego. Zmusiło to do ustąpienia czterogwiazdkowego generała Christophera Donahue, który z braku innego stanowiska odpowiedniego dla jego rangi przeszedł na przedwczesną emeryturę. Media określały go jako sojusznika Driscolla w polityce absorbowania lekcji z wojny w Ukrainie i transformacji bezzałogowej US Army.

Dopełnieniem kadrowej ofensywy sekretarza obrony przeciw sekretarzowi armii było to, kogo mianował w miejsce generał George’a. Nowym najważniejszym oficerem US Army został generał Chris LaNeve, który przez wcześniejszy rok był doradcą wojskowym Hegsetha. Obaj panowie mają się dobrze dogadywać i mieć podobne spojrzenie na rzeczywistość. Zanim został mianowany na to stanowisko, był generałem czterogwiazdkowym zaledwie pół roku. Po tym, jak jesienią 2025 roku objął stanowisko wiceszefa sztabu US Army, kiedy Hegseth bez oficjalnego podania przyczyny usunął z niego innego oficera. Pół roku w gronie najwyższych czterogwiazdkowych generałów to mało jak na faktycznego szefa US Army. Głównie z tego powodu do dzisiaj jego nominacji nie potwierdził Senat i gen. LaNeve pozostaje „pełniącym obowiązki”. Żeby dopełnić ciosu w Driscolla, LaNeve zarządził w sierpniu likwidację jednego ze sztandarowych projektów sekretarza. Rozwiązał eksperymentalny batalion dronowy mający w tempie przyśpieszonym uczyć się między innymi od Ukraińców i przewodzić wdrażaniu nowych rozwiązań bezzałogowych do US Army. Zaledwie cztery dni później Driscoll złożył dymisję.

Poważny problem na szczycie

W efekcie całego tego zamieszanie, siły lądowe USA nie mają obecnie ani cywilnego szefa, ani oficjalnie zatwierdzonego szefa wojskowego. Ogólnie liczba generałów czterogwiazdkowych w służbie spadła z dziesięciu rok temu, do pięciu obecnie. Nadal nieobsadzone pozostaje między innymi stanowisko szefa Dowództwa Szkolenia i Transformacji. Gen. LaNeve ciągle jednocześnie „pełni funkcję” szefa sztabu i jego zastępcy, zazwyczaj zajmowane przez dwóch doświadczonych oficerów. Szef zajmuje się ogólnie planowaniem i gotowością sił, a zastępca ich codziennym zarządzeniem. Teraz to zadanie jednej osoby. Z powodu takiej karuzeli kadrowej i silnych napięć osobistych na szczytach wojsk lądowych USA „New York Times” nazywa służbę „pozbawioną steru”.

Na razie nie ma oficjalnych sygnałów, aby Hegseth tracił poparcie Trumpa. Kiedy w poniedziałek prezydenta zapytano o sekretarza obrony w kontekście dymisji Driscolla, ten miał opowiedzieć, że Hegseth „robi świetną robotę”. Nie oznacza to oczywiście, że za kulisami pozycja szefa Pentagonu pozostaje niezagrożona. Nie ma jednak żadnych oficjalnych sygnałów, a nawet nieoficjalnych, aby w najbliższym czasie miał zostać zastąpiony. Można się więc spodziewać, że trudna sytuacja na szczytach dowództwa US Army będzie trwała.

Udział