W piątek 23 października, przed godz. 19 na ul. Energetyków w Radomiu, doszło do kolizji. Kierowca Forda najechał tył pojazdu marki Toyota.
– Okazało się, że za kierownicą Forda siedział 35-letni obywatel Polski, od którego wyczuwalna była won alkoholu. Miał we krwi 2,5 promila alkoholu. Nietrzeźwy był również 33-letni pasażer, który siedział na przednim fotelu pasażera – przekazał mł. asp. Piotr Pokorski z policji w Radomiu.
Najpoważniejszego odkrycia policjanci dokonali na tylnej kanapie pojazdu. – Leżał tam 43-letni mieszkaniec Radomia, który nie dawał oznak życia. Mężczyzna nie żył – relacjonuje mł. asp. Pokorski.
Policjant dodał, że od razu rozpoczęto czynności wyjaśniające okoliczność śmierci mężczyzny i powiadomiono prokuraturę. Kierowca Forda i jego współpasażer zostali zatrzymani i osadzeni w policyjnej celi. Zwłoki zabezpieczono do sekcji.
„Fakt”: Kierowca i pasażer zostali doprowadzeni w niedzielę do prokuratury
W niedzielę o nowych ustaleniach w tej sprawie poinformował dziennik „Fakt”, powołując się na nieoficjalne informacje od osoby znającej kulisy postępowania. Przekazała ona, że prokuratura przeprowadziła już autopsję. Z badania miało wyniknąć, że nie doszło do zabójstwa. Do zgonu nie doszło również wskutek zdarzenia drogowego, po którym odkryto ciało mężczyzny.
„Jednak aby ustalić, jak ta osoba zmarła i czy z jej śmiercią miały coś wspólnego pozostałe osoby z samochodu, trzeba wykonać poszerzone badania. Na pewno będzie pobrana krew, by sprawdzić, czy mężczyzna był pod wpływem alkoholu lub narkotyków, konieczne będzie uzyskanie opinii biegłego” – mówi informator „Faktu”.
Dziennik podaje również, że kierowca i pasażer samochodu zostali doprowadzeni w niedzielę do prokuratury. 35-latek usłyszał zarzut kierowania w stanie nietrzeźwości. Przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia dotyczące sytuacji.












