– W czasie masowego rosyjskiego ataku rakietowego na zachodzie Ukrainy doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. Mamy poważne zdarzenie – pocisk spadł w miejscowości Tarnowa Kolonia. Nie ma żadnych informacji ani o ofiarach, ani o stratach – powiedział Donald Tusk. Podkreślił, że polskie służby i wojsko zareagowały bardzo szybko.

– Nie było bezpośredniego zagrożenia w związku z tym, że rakieta nie spadła w terenie zabudowanym. Informacje są jednoznaczne. Byliśmy gotowi do zestrzelenia w przypadku, gdyby kontynuowała swój lot – dodał. Zaznaczył, że jest jednak jeszcze za wcześnie na szczegółowy raport na temat incydentu. – Jak na razie, wszystko na to wskazuje, że mamy do czynienia z rosyjskim pociskiem balistycznym CH-101, ale też nie chcemy wyprzedzać wyników szczegółowego badania. Będziemy chcieli mieć stuprocentową pewność, jaki to był pocisk, kto go wystrzelił, czy krater spowodowała eksplozja ładunku – powiedział szef rządu.

Zapewnił także, że razem z szefem MON są w stałym kontakcie z prezydentem Karolem Nawrockim. – W takich momentach najważniejsza jest pełna koordynacja i współpraca i nie ma mowy o żadnych kłopotach, jeśli chodzi o współpracę wszystkich instytucji państwowych. Także i za to dziękuję – dodał.

Zobacz wideo Czarnek o wydarzeniach na Lubelszczyźnie. „?Coś spadło na pola dwa kilometry od zabudowań”

Kosiniak-Kamysz: Metry dzielą nas od wojny w Ukrainie

– Od godziny późnowieczornych dowódca operacyjny pan gen. Ireneusz Nowak postawił wszystkie systemy obrony powietrznej w stan najwyższej gotowości. Uruchomił zarówno krajowe, jak i sojusznicze służby związane z ochroną polskiej przestrzeni powietrznej – poinformował Władysław Kosiniak-Kamysz. Wymienił, że wykorzystano między innymi polskie dyżurne F-16, które operowały od około godziny 2 w nocy w pobliżu granicy z Ukrainą. Uruchomiono także samoloty rozpoznawcze i niemieckie samoloty do tankowania w powietrzu i polskie systemy naziemne obrony powietrznej. – Dyżurne pary myśliwców wszystkie rozkazy dowódcy operacyjnego: operowania w przestrzeni powietrznej, namierzania i były gotowe do zestrzelania obiektu. Dowódca był w pełnej gotowości i miał wszystkie uprawnienia do wydania decyzji o zestrzeleniu – podkreślił. 

Kosiniak-Kamysz mówił także o tym, że obserwowano ruch Rosjan za naszą wschodnią granicą. Jak wyjaśnił, było 20 obiektów, które znalazły się bardzo blisko polskiej przestrzeni powietrznej. Dodał jednak, że przy granicy operowały także ukraińskie samoloty. Podkreślił, że cały czas koordynowano działania ze stroną ukraińską i przekazywano wzajemnie informacje. – Był to jeden z największych ataków na zachodnią część Ukrainy – dodał. 

Również szef MON wskazał, że najbardziej prawdopodobna hipoteza mówi, że w lubelskim spadł rosyjski pocisk CH-101, których ubiegłej nocy wystrzelono kilkadziesiąt w kierunku Ukrainy. – To musi jeszcze zostać potwierdzone – zaznaczył i zapowiedział, że zostanie sporządzony szczegółowy raport na ten temat. 

– Dziękuję wszystkim, którzy tu w województwie lubelskim, w kolejną trudną noc pracowali. Niektórzy chcą o tym zapomnieć, ale za naszą granicą trwa pełnoskalowa wojna. To są metry, które nas dzielą od tej wojny. Ta noc po raz kolejny uświadamia nam wszystkim jeszcze raz, że sytuacja jest bardzo poważna i stwarza zagrożenie, a wojsko i służby są gotowe – mówił wicepremier. 

Tusk: Ukraińskie myśliwce próbowały zatrzymać pociski 

Donald Tusk przekazał, że otrzymał informacje od gen. Nowaka, że „myśliwce ukraińskie do samej polskiej granicy starały się przechwycić i zatrzymać pociski, które zmierzały w polską stronę”. – To pokazuje, jak ważna jest współpraca z naszymi sojusznikami – powiedział.

Podkreślił też znaczenie kontynuowania pomocy dla Kijowa, która – jak wskazał – ma też za zadanie umożliwienie ukraińskim wojskom zestrzeliwanie rosyjskich pocisków i dronów jeszcze nad swoim terytorium. Premier zaznaczył, że pomoc Ukrainie ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo Polski. – To zdarzenie z dzisiejszej nocy, po raz kolejny to potwierdza – dodał.

Udział