Trwająca na Bliskim Wschodzie wojna rozpoczęła się w lutym od amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran, który odpowiedział blokadą cieśniny Ormuz i atakami na cele cywilne, zwłaszcza związane z branżą petrochemiczną. Zdaniem brytyjskiego dziennika „The Telegraph” po ośmiu miesiącach wojny Teheran doszedł do wniosku, że najlepsza dla niego droga nie wiedzie przez pola bitew, ale przez urny wyborcze USA i Izraela.

„The Telegraph” o ingerencji Iranu w wybory w Izraelu i USA

Iran próbował ingerować w wybory w Izraelu i będzie próbował zakłócić wybory do Kongresu USA – napisał w czwartek (29 października) „The Telegraph”. Powołał się na rozmowy z irańskimi urzędnikami. – Szukaliśmy sposobów na zrekrutowanie agentów do procesów wyborczych zarówno w amerykańskim, jak i izraelskim reżimie – powiedział gazecie jeden z urzędników. Nie podał jednak szczegółów działań mających na celu zakłócenie wyborów.

Zobacz wideo Trump: Zajmiemy się Kubą w drodze powrotnej z Iranu

„Chcielibyśmy zobaczyć podzieloną Amerykę i podzielony Izrael”

Jeśli chodzi o wybory w USA, „powstały też potężne grupy cybernetyczne, których celem jest włamanie się do systemów wyborczych” – przekazał rozmówca „The Telegraph”. Inny urzędnik wyjaśnił, że kampania jest naturalną konsekwencją wojny.

– Wojna to nie tylko rakiety i broń, gdy my znajdujemy się pod (wrogą) blokadą. Wojna oznacza również, że jesteśmy gotowi zakłócić ich wybory, ich bankowość, ich podróże i wszystkie ich zwyczajne systemy. Nie popieramy żadnego kandydata, ale chcielibyśmy zobaczyć podzieloną Amerykę i podzielony Izrael – powiedział informator gazety. 3 listopada w Stanach Zjednoczonych odbędą się wybory połówkowe, które wyłonią nowych członków Izby Reprezentantów, a także jedną trzecią Senatu i część gubernatorów stanowych.

Doniesienia o nieprawidłowościach podczas wyborów w Izraelu

27 października odbyły się wybory do izraelskiego parlamentu, w którym zasiada 120 posłów. Większość parlamentarna to 61 mandatów. Po przeliczeniu około 90 proc. głosów media informowały, że blok izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu może liczyć na 53 mandaty, a ugrupowania opozycyjne pod przewodnictwem byłego szefa sztabu armii Gadiego Ajzenkota na 48. Dwie partie arabskie mogą zdobyć łącznie 19 miejsc w parlamencie.

Pisaliśmy w Gazeta.pl, że według Likudu, czyli partii Netanjahu, podczas wyborów doszło do nieprawidłowości. Szef Centralnej Komisji Wyborczej Noam Solberg wystąpił o zbadanie sprawy przez izraelską służbę bezpieczeństwa wewnętrznego. „Przedstawiono mi poważne podejrzenia dotyczące niedozwolonego wpływania na wybory poprzez zagraniczne finansowanie pochodzące od podmiotów zewnętrznych działających przeciwko interesom Izraela” – przekazał Solberg w komunikacie cytowanym przez Kanał 12.

O zagranicznej ingerencji w wybory mówił też minister bezpieczeństwa wewnętrznego Izraela Itamar Ben-Gwir. Polityk stwierdził, że służby powinny aresztować „przywódców arabskich partii podejrzewanych o powiązania z katarskimi pieniędzmi”.

Źródło: PAP

Udział