Informacje o potencjalnym zamachu na Donalda Tuska oraz Władysława Kosiniaka-Kamysza postawiły w stan gotowości policję, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służbę Ochrony Państwa. W niedzielę (11 października) funkcjonariusze zatrzymali podejrzanego.

Chciał obalić władzę i planował zamach na premiera

We wtorek (13 października) śledczy przedstawili mężczyźnie dziewięć zarzutów. Najpoważniejszy dotyczy przygotowywania się do siłowego obalenia konstytucyjnego organu państwa. Grozi za to kara od dwóch do 15 lat pozbawienia wolności.


Zobacz wideo

To nie tylko kwestia zamachowca na Tuska. Podobnych osób jest więcej

Pozostałe zarzuty dotyczą m.in. publikowania w internecie treści nawołujących do przemocy, propagowania wojny napastniczej oraz nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym, etnicznym, rasowym i politycznym.

Zabezpieczono niebezpieczne przedmioty

W trakcie przeszukania miejsca zamieszkania podejrzanego służby zabezpieczyły kilkanaście niebezpiecznych materiałów przypominających granaty, sprzęt informatyczny, a także przedmioty stanowiące broń pneumatyczną bądź alarmową. Zabezpieczono również spisy osób kontaktujących się z 66-latkiem.

– Wstępna opinia jest taka, że są to improwizowane materiały, urządzenia wybuchowe podobne do granatów odłamkowych. Te ustalenia powinny być zweryfikowane w drodze eksperymentu procesowego – przekazał we wtorek prok. Skiba.

Z ustaleń śledczych wynika, że zatrzymany dążył do sformowania radykalnej formacji mającej składać się z czterech oddziałów. Choć wstępne analizy nie wskazują na inspirację ze strony zagranicznych służb, prokuratura dokładnie bada ten wątek, łącząc sprawę z wcześniejszym postępowaniem prowadzonym w Kielcach.

– Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że mamy do czynienia z jakimś gangiem Olsena, ale biorąc pod uwagę fakty, sprawa wydaje się dość poważna – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Źródło: PAP

Udział
Exit mobile version