Na czwartek (22 października) przypada szósta rocznica wyroku Trybunału Julii Przyłębskiej, który zaostrzył prawo aborcyjne w Polsce. TK uznał wówczas za niezgodny z Konstytucją RP przepis dopuszczający aborcję w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.

Sejm za liberalizacją prawa aborcyjnego. Protesty i tak się odbędą

Dopiero trzy lata po wyborach w 2023 roku, w których do władzy doszły partie tworzące obecną koalicję rządzącą, udało się przegłosować w Sejmie przywrócenie stanu prawnego sprzed wyroku TK. We wtorek (20 października) posłowie poparli także projekt dekryminalizujący aborcję. Nie było o to łatwo, bo obie propozycje przeszły większością zaledwie kilku głosów, a przeciwko proponowanym rozwiązaniom głosowali m.in. Władysław Kosiniak-Kamysz i Szymon Hołownia.

Zobacz wideo Czy posłanki koalicji rządzącej idą na protest aborcyjny? „Może kobiety będą trochę mniej wkurzone”

Mimo tego zaplanowane na czwartek demonstracje w wielu miastach Polski odbędą się. Odbywają się pod hasłem: „Czerwona kartka za aborcję”. Wydźwięk antyrządowy jest więc wyraźnie wyczuwalny. Organizatorzy zarzucają rządzącym nieskuteczność i niesłowność. „Domagamy się spełnienia obietnic” – czytamy we wpisie zamieszczonym 21 października na Facebookowym profilu organizacji Akcja Demokracja. Co na to posłanki, które dwa dni temu przegłosowały liberalizację prawa aborcyjnego?

– Jak tylko udało nam się zebrać większość w ramach koalicji, natychmiast projekty ustaw stanęły na posiedzeniu Sejmu i przez tę koalicję zostały przyjęte. Zdaję sobie sprawę z niezadowolenia, że trwało to tak długo, ale najważniejsze, że na końcu udało się pozyskać większość w Sejmie i uchwalić obydwie ustawy. To jest ogromny krok do przodu – uważa Barbara Dolniak z KO. 

Barbara DolniakFot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Gdy dopytuję ją w Sejmie, co poszło nie tak, że te same kobiety, które w 2023 roku – po obietnicy wprowadzenia legalnej aborcji – dały zwycięstwo koalicji 15 października, dziś wychodzą na ulice wkurzone na rząd, Dolniak powtarza tę samą formułkę: „najważniejsze, że udało się te ustawy przegłosować”. Nic nie dają kolejne kontry, że być może nie o tak ograniczoną liberalizację prawa aborcyjnego chodziło wyborczyniom trzy lata temu.

– Myśli pan, że będą aż tak wkurzone? – odbija moje pytanie Joanna Wicha z Lewicy. – Może to wkurzenie będzie mniejsze, bo jednak weszły dwie dobre ustawy [przypomnijmy, że na razie przyjął je tylko Sejm – red.]. Jako Lewica zrobiliśmy swoje. To głównie nasza zasługa – dodaje.

Opóźnienie to wina Hołowni, Lewicy czy KO?

Pytam, dlaczego wszystko odbyło się tak późno. – Przypomnę chronologię. Najpierw czekaliśmy na wybory prezydenckie, że będzie prezydent, który poprze te zapisy, również aborcję do 12. tygodnia ciąży. Teraz mamy prezydenta takiego, jakiego mamy. Do tego mamy koalicjanta, jakim jest Polskie Stronnictwo Ludowe, które otwarcie mówi, że nie będzie popierało takich regulacji. Potem mieliśmy marszałka Hołownię, który również nie popierał ustawy aborcyjnej i który decydował o tym, jakie ustawy wchodzą na agendę Sejmu i jak są procedowane. Proszę sobie resztę dopowiedzieć – komentuje Wicha.

Posłanka Lewicy Joanna Wicha
Posłanka Lewicy Joanna WichaFot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Dopowiadam, że kierowana przez posłanki Lewicy i KO komisja aborcyjna nie spotykała się przez dwa lata. – Lewica doprowadziła do tego, że komisja się spotkała i żebyśmy te ustawy przyjęli. Teraz mamy marszałka Czarzastego, który pod obrady te projekty wprowadził. Może mogłoby się to wydarzyć miesiąc wcześniej, może trzy miesiące wcześniej, ale na pewno nie rok wcześniej, kiedy marszałkiem był marszałek Hołownia. Czy kobiety nas z tego rozliczą? Na pewno – mówi Wicha.

Obarczaniu Hołowni winą dziwi się Wioleta Tomczak, posłanka Polski 2050. – To bardzo daleko idące stwierdzenie. Gdyby nie Polska 2050, gdyby nie nasza oddolna praca i oddolna praca marszałka Szymona Hołowni, te projekty w ogóle w Sejmie nie zostałyby przegłosowane. Szymon Hołownia miał przeczucie, żeby przenieść głosowanie po wyborach samorządowych, o, raptem, trzy tygodnie, żeby projekty nie zostały od razu odrzucone. Później KO i Lewica zamroziły je w komisji, bo bały się, że ruszenie tego tematu przegra Trzaskowskiemu wybory prezydenckie – ocenia.

Po tym, jak Hołownia zdecydował, by projekty dotyczące aborcji były procedowane w Sejmie 11 kwietnia, tuż po pierwszej turze wyborów samorządowych, Lewica grzmiała. – Dla was nigdy nie jest dobry czas, by zająć się sprawą aborcji. Zamrażarkę sejmową zamienił pan na uśmiechniętą chłodnię – mówiła Anna Maria Żukowska z Lewicy.

Wewnętrzna polityka w parlamencie zgasiła płomień tych zmian, wobec których zostaliśmy do polityki wybrani

– stwierdza Wioleta Tomczak.

Dodaje, że przegłosowanie dwóch ustaw liberalizujących prawo aborcyjne wymagało od jej klubu wielu wewnętrznych dyskusji. Nazywa je „ustawą ratunkową” i „kompromisem plus”. – Do końca liczyliśmy te głosy, do końca moi koledzy w Polsce 2050 podejmowali decyzje i ostatecznie to naszymi dwoma głosami przeszły te zmiany. Teraz nie widzę, żeby Polki, które pragną liberalizacji aborcji, w dużym stopniu się z wyniku tych głosowań ucieszyły. Z kolei prawa strona bardzo mocno daje wyraz swojej krytyce. Przeczytałam pod swoimi postami w social mediach, że „szkoda, że to moja matka mnie nie usunęła albo ja nie usunęłam swoich dzieci” – opowiada Tomczak.

Czy posłanki pójdą na protest aborcyjny?

Pytałem w Sejmie posłanki, czy wybierają się na warszawski protest proaborcyjny. Chórem odpowiadają, że nie.

– Bardzo bym chciała, ale mam niestety takie komisje, na których muszę być. Ale będę całym sercem ze wszystkimi osobami protestującymi, więc to prawie tak, jakbym tam była – mówi mi Wicha.

– Jako polityk mam narzędzia do tego, żeby działać tutaj [w Sejmie – red.] – komentuje Tomczak.

– Niestety dzisiaj mam problem o tyle, że mam dużo projektów ustaw na posiedzeniu Sejmu. Poza tym prowadzę komisję, ale rozumiem kobiety, rozumiem ich żal o to, że ustawy nie zostały uchwalone wcześniej – odpowiada Dolniak.

Teraz nad przyjętymi przez Sejm rozwiązaniami zagłosują senatorowie. Jeśli je przyjmą, ostateczna decyzja będzie należeć do prezydenta Karola Nawrockiego. – Trzymajmy kciuki, żeby prezydent był nie tylko prezydentem chłopców, którzy potrafią się dobrze bić, ale też kobiet, które powinny mieć prawa do tego, żeby decydować o tym, kiedy chcą, a kiedy nie chcą mieć dzieci – komentuje Wicha. 

W sejmowych komisjach są też dwa projekty legalizujące aborcję do 12. tygodnia ciąży. – One będą następne rozpatrywane, ale tutaj raczej nie spodziewam się, […] żeby PSL to poparł – oceniła ostatnio posłanka Żukowska.

Czwartkowe protesty w całej Polsce zaczną się o godz. 18. Odbędą się w 27 miastach, m.in. we Wrocławiu, Warszawie, Gdańsku, Siedlcach, Kaliszu, Piotrkowie Trybunalskim. W stolicy manifestanci zbiorą się przed Sejmem. Niedługo po rozpoczęciu zgromadzenia posłowie – po głosowaniach, które najprawdopodobniej zakończą się przed godz. 19 – będą wychodzić z gmachu parlamentu. 

Udział
Exit mobile version