Przypomnijmy, 11 października Służba Ochrony Państwa poinformowała o „możliwym zamachu” na premiera Donalda Tuska oraz wicepremiera i ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza. Nie ujawniano jednak szczegółowych informacji. Z ustaleń medialnych wynikało natomiast, że chodziło o wiadomość mailową, która miała zawierać m.in. „dane dotyczące adresów, gdzie mogą przebywać premier i szef MON oraz ich planów na najbliższy czas”.


Tego samego dnia na Dolnym Śląsku zatrzymano 60-letniego mężczyznę. Szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji przekazał, że według wstępnych ustaleń „jest to człowiek z bardzo radykalnych grup, nawiązujący bardzo radykalne kontakty z różnymi osobami poprzez internet”.

Doniesienia ws. ataku na premiera i wicepremiera. Andrzej Duda krytycznie o działaniach służb


W niedzielę na antenie Polsat News sprawę skomentował były prezydent. Zwrócił uwagę, że niemal codziennością były „różnego rodzaju groźby” kierowane w jego stronę oraz wobec najważniejszych osób w państwie. Zatem jego zdaniem nagłaśnianie ostatniego incydentu może mieć wymiar polityczny.


– Mnie to troszeczkę wygląda tak, jak gdyby pan premier miał problemy z zapewnieniem bezpieczeństwa w szkołach, w związku z czym nagle ogłoszono, że sam jest w niebezpieczeństwie – uznał Duda.


– Ogłaszanie tego w mediach i robienie koło tego wielkiego halo troszeczkę wygląda na przykrywanie problemów pana premiera z zapewnieniem bezpieczeństwa w szkołach – dodał polityk.


Podkreślił również, że tego typu zagrożenia „nie są czymś nadzwyczajnym”. – Każdy, kto jest w tej wielkiej polityce i sam był ochraniany, dobrze to widzi – podsumował Duda.

„To nie jest przejrzysta komunikacja”


Profesor Tomasz Safjański, ekspert z zakresu nauk o bezpieczeństwie, a także specjalista w zakresie taktyki kryminalistycznej w rozmowie z „Rzeczpospolitą” ocenił pierwsze informacje przekazane przez służby ws. ewentualnego ataku na polityków. – Gdy członek rządu mówi: 'wygląda to poważnie, ale trwają ustalenia’, a obywatelom przekazuje się jedynie, że groźby przyszły e-mailami, pozostawia się ich w stanie lęku i całkowitej niepewności – ocenił ekspert.


– Nie wiadomo, czego konkretnie dotyczy zagrożenie, na jakiej podstawie uznano je za poważne ani jakie działania podjęły służby. To nie jest przejrzysta komunikacja – to informacyjna próżnia, w której obywatele mają się bać, ale nie mają prawa wiedzieć, czego właściwie powinni się obawiać – dodał.

Udział