Test przeprowadzono we wtorek w ramach prób atomowego okrętu podwodnego Le Vigilant, jednego z czterech typu Le Triomphant. Razem wzięte są podstawowym elementem francuskiego arsenału jądrowego i systemu odstraszania. Ich głównym orężem są rakiety M51.

Poniżej w linku materiał do wideo z testu opublikowanego przez Pałac Elizejski

Test na koniec 3 lat w stoczni

Mający za sobą 22 lata służby Le Vigilant ukończył właśnie trzyletni generalny przegląd i modernizację określane skrótowo jako IPER. Wymieniono między innymi pręty paliwowe w reaktorze i zmodernizowano uzbrojenie. W tym zamontowano najnowszy wariant rakiet M51 oznaczony M51.3. Wtorkowe odpalenie było finałowym testem okrętu w ramach prób po IPER, które trzeba przeprowadzić przed powrotem do patroli bojowych.

Pocisk wystrzelono z zanurzonego Le Vigilant, znajdującego się kilkadziesiąt kilometrów od głównej bazy francuskich atomowych okrętów podwodnych w Breście. To sam północno-zachodni kraniec Francji, region Bretania. Odpalona rakieta zgodnie z planem przeleciała w poprzek Atlantyku, pokonując 4735 kilometrów. Spadła do wody około 600 kilometrów na wschód od Bermudów. Oczywiście nie przenosiła głowic jądrowych. Cały lot był śledzony przez wyspecjalizowane stacje radarowy i statek pomiarowy.

Całe wydarzenie z technicznego i wojskowego punktu widzenia przebiegło rutynowo. Choć było to pierwsze realistyczne odpalenie wariantu .3 rakiety M51 z zanurzonego okrętu podwodnego. Wcześniej wystrzelono go tylko raz w 2023 roku, ale ze stanowiska testowego na lądzie. Koncern Arianne rozwijał ten wariant od 2014 roku i skończył prace w 2025. Aktualnie prowadzi już prace nad kolejnym wariantem 51.4. Różnice w kolejnych nie są fundamentalne, ale polegają głównie na stopniowym rozwoju i ulepszeniach. Co do zasady M51 ciągle jest nowoczesną rakietą oznaczaną skrótowo z języka angielskiego SLBM, czyli „odpalana z okrętu podwodnego rakieta balistyczna”. Maksymalny zasięg jest tajny, ale ma to być „ponad 9 tysięcy kilometrów”. Wystarczająco, aby z okrętu ukrytego gdzieś na środkowym Atlantyku sięgnąć prawie całej Rosji.

Jedna rakieta może przenieść do 10 głowic termojądrowych TNO o mocy prawdopodobnie około 100 kiloton (bomba zrzucona na Hiroszimę miała około 15 kiloton). Każdy okręt typu Le Triomphant przenosi 16 rakiet M51. Teoretycznie jeden może więc wysłać w kierunku przeciwnika 160 głowic o łącznej mocy ponad tysiąc razy większej od tego, co Amerykanie zrzucili na Hiroszimę. Z czterech jednostek tego typu standardowo jeden zawsze jest na patrolu bojowym, czekający w ukryciu na ewentualny rozkaz przeprowadzania ataku. To podstawa francuskiego odstraszania jądrowego i jego najpewniejszy element, bo najtrudniejszy do zniszczenia. Do tego Francuzi mają jeszcze prawdopodobnie 60-80 rakiet ASMP odpalane z samolotów Rafale, ale mają one zasięg rzędu kilkuset kilometrów, przez co ich znaczenie strategiczne jest znacznie mniejsze.

Przekaz pod jasnymi adresami

To okręty podwodne pozostają więc podstawowym gwarantem francuskich zdolności odstraszania jądrowego. Tych, o których aktualnie toczą się w Europie dyskusje w kontekście napiętych relacji z Rosją oraz zachwiania wiary w sojusznicze relacje z USA. Francuski arsenał jądrowy jest jedynym w pełni suwerennym należącym do państwa europejskiego. Brytyjski jest zależny od USA, bo wykorzystuje amerykańskie rakiety Trident – odpowiednik M51. Prezydent Francji Emannuel Macron wiosną tego roku ogłosił koncepcję „wysuniętego odstraszania”, czyli wzmocnienia francuskich gwarancji dla innych europejskich państw NATO. Wtorkowy test M51 jest traktowany jako element tej dyskusji i francuskich starań o zwiększenie swojego znaczenia w strukturach europejskiego NATO.

Takie przekonanie wynika z dwóch podstawowych czynników. Po pierwsze w sposób niezapowiedziany odpalenie rakiety obserwował z bliska osobiście prezydent. Pałac Elizejski opublikował zdjęcia, nagrania i komunikat, w którym można przeczytać między innymi:

Ten sukces techniczny jest kolejną demonstracją wiarygodności naszego odstraszania jądrowego, którego trwałość jest czymś pewnym.

Aby być wolnym, trzeba budzić strach. A aby budzić strach, trzeba być potężnym.

Francuski dziennik „Le Monde” podkreśla, że udziału prezydenta w wydarzeniu nie zapowiadano. Było to trzecie odpalenie M51 od objęcia przez niego urzędu w 2017 roku, ale pierwsze, które oglądał osobiście. Gazeta uznaje więc nadzwyczajną oprawę tego testu za ewidentny sygnał pod adresem zarówno Rosji, jak i sojuszników.

Potwierdza to też, jak wiele zdjęć i nagrań z odpalenia opublikowano. Francuzi są standardowo skryci, jeśli chodzi o elementy swojego arsenału jądrowego. Dotychczas nagrania i zdjęcia próbnych odpaleń umieszczano w sieci bardzo wybiórczo i praktycznie zawsze z dużej odległości oraz w kiepskiej jakości. Te najnowsze są wyjątkowe, jak podkreślają francuscy specjaliści od tematu (na przykład Vincent Lemigeon z magazynu „Challenges”). Choć cenzura nadal obowiązuje i jakość materiałów jest celowo pogorszona. Jedyne naprawdę dobrej jakości zdjęcia rakiet M51 można znaleźć na stronie producenta, grupy Ariane. Nie wiadomo jednak dokładnie, kiedy i gdzie je wykonano oraz jaki wariant pocisku przedstawiają.

Zobacz wideo Test porównywalnej do M51 amerykańskiej rakiety Trident II

Udział
Exit mobile version