W piątek (6 listopada) Jarosław Kaczyński opublikował na platformie X wpis, w którym stwierdził, że Donald Tusk „przekracza kolejne granice”. Zapytał, jak można atakować z mównicy sejmowej matkę i ojca za to, że przyjechali na cmentarz, by odwiedzić grób zmarłego syna. „Zaparkowali tam, gdzie od lat parkują także inne pojazdy…” – dodał.

Zobacz wideo „PiS ma pretensje do Nawrockiego”. Kulisy nocnego „zamachu” w Trybunale

Prezes PiS zasugerował, że premiera zaślepia nienawiść. Jego zdaniem Tusk, broniąc „nielegalnych działań” Marcina Kierwińskiego, jest w stanie przekroczyć granice przyzwoitości. Kaczyński zakończył zapowiedzią, że „przyjdzie czas, kiedy także za tę sprawę odpowiedzą”.

Do sprawy odniosła się również po kolei sama Danuta Holecka na antenie TV Republika. – Wycierał pan sobie twarz moją rodziną z mównicy sejmowej, bezczelnie kłamiąc, że mój mąż wjechał na cmentarz. Nikt z nas nigdy nie wjechał na cmentarz. Zaparkowaliśmy na parkingu – mówiła. – Panie premierze, mimo wszystko życzę długiego życia całej pańskiej rodzinie, a zwłaszcza dzieciom – dodała.

Co powiedział Tusk?

Wpis lidera opozycji dotyczy wystąpienia premiera podczas debaty nad wnioskiem PiS o odwołanie szefa MSWiA. Donald Tusk bronił Marcina Kierwińskiego i nawiązał do incydentu na cmentarzu na Służewcu. – Ktoś uważa, że jak ma żonę w TV Republika, to może wjechać samochodem na cmentarz i dziwi się, że policja interweniuje. Ja wiem, z jakiego wzoru korzystał. Prezes w czasie pandemii też uważał, że nikt z Polaków nie może 1 listopada pójść na cmentarz. Oprócz niego w asyście policji i SOP-u – mówił premier.

Interwencja przed cmentarzem na Służewcu

Jak informowaliśmy w Gazeta.pl, 1 listopada policja zatrzymała przed cmentarzem na Służewcu w Warszawie męża Danuty Holeckiej. O sprawie jako pierwsza poinformowała TV Republika, według której doszło do „brutalnej interwencji”. Stacja przekazała, że dziennikarka z mężem przyjechała odwiedzić grób syna. Szef wydawców Republiki Jarosław Olechowski nazwał zdarzenie kolejną represją wobec ludzi tworzących telewizję.

Policja przedstawiła inny przebieg zdarzenia. Według komunikatu kierowca wjechał w obszar objęty znakiem B-1, czyli zakaz ruchu w obu kierunkach, wprowadzonym w związku z czasową zmianą organizacji ruchu przy cmentarzu. Funkcjonariusze poinformowali, że mężczyzna nie wykonywał poleceń i odmówił podania danych. Zastosowali kajdanki, by zapobiec jego samowolnemu oddaleniu się. Gdy skarżył się na złe samopoczucie, wezwano zespół ratownictwa medycznego. Policja podkreśla, że interwencja nie miała związku z tożsamością pasażerów ani ich pracą zawodową.

Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka napisała, że mężczyzna zaparkował w miejscu niedozwolonym i nie reagował na polecenia, więc zabrano go do radiowozu w celu ustalenia tożsamości. Jej zdaniem przedstawianie interwencji jako ataku na rodzinę jest manipulacją, bo prawo obowiązuje każdego.

Holecka, którą cytowała Republika, zarzuciła policjantom „potworne świństwo”. Mówiła, że jej męża przyduszano nogą za szyję i zakuwano w kajdanki za to, że nie zauważył znaku. Na antenie przekonywała też, że parking jest ogólnodostępny, a interwencja była nieuzasadniona.

Udział
Exit mobile version