– No wstyd przynosi, ale czekamy na decyzje klubu – mówi mi jeden z posłów KO, gdy pytam go o jego klubowego kolegę, Michała Kołodziejczaka. 9 października Kanał Zero opublikował materiał, którego antybohaterem był właśnie lider Agrounii, od trzech lat także poseł KO i były wiceminister rolnictwa.
Co zarzuca się Kołodziejczakowi
Bohaterki reportażu opowiedziały o groźbach, agresji, wyzwiskach i mobbingu, jakiego miały doświadczać ze strony Kołodziejczaka. Jedna z nich twierdziła też, że polityk nakłaniał ją do zażywania narkotyków. Kilka dni później swoje historie przedstawiły kolejne dwie dawne współpracowniczki polityka. Według jednej z nich polityk miał zażywać kokainę w czasie, kiedy opiekował się swoimi dziećmi.
O tym, że Kołodziejczak był agresywny – nawet za czasów, gdy był ministrem – opowiedział w rozmowie z Tomaszem Nyczką z „Wyborczej” były minister rolnictwa i rozwoju wsi Czesław Siekierski, czyli ówczesny przełożony lidera Agrounii.
– Jeżeli o tym wiedział, szkoda, że tego wcześniej nie nagłośnił – odbija Dorota Łoboda, rzeczniczka klubu parlamentarnego KO.
Tego samego dnia, gdy ukazał się pierwszy materiał Kanału Zero, władze klubu KO bez głosu sprzeciwu podjęły decyzję o zawieszeniu polityka w prawach członka klubu na trzy miesiące. Minęły niemal dwa tygodnie, a wobec Kołodziejczaka nie podjęto w klubie żadnych kolejnych kroków.
Zawieszenie to nie ostatni krok
– Chodzi o to, że nie chcemy go wywalać po samych doniesieniach medialnych – wyjaśnia inny z posłów Koalicji.
– Uważam, że Kołodziejczak dopuścił się rzeczy, których poseł nie powinien się dopuszczać. Zawieszenie to nie jest nasz ostatni krok – deklaruje Łoboda.
Kiedy kolejny? – To nie my wydajemy wyrok. Może Michał Kołodziejczak zaprzeczy temu, co usłyszeliśmy na materiałach. Nie wyjaśnił tego klubowi, nie zaprzeczał też, że nie stosował przemocy wobec kobiet – przekazuje rzeczniczka.
Jacek Karnowski (też poseł KO) mówi mi w Sejmie: – Z ewentualnym karaniem musimy poczekać. Poczekamy, czy pojawią się zarzuty prokuratorskie. Jeśli tak, nie będzie dla niego miejsca w klubie KO. Jeśli nie, wrócimy najprawdopodobniej do współpracy.
Na marginesie dodaje z ostrożnością: – W tych czasach manipulacja nagraniami jest bardzo łatwa. Sam 15 lat temu miałem do czynienia z niesłusznymi oskarżeniami, z którymi borykałem się później 7,5 roku. Ktoś dostarczył do prokuratury pociętą, zmontowaną taśmę.
Rutkowski robi show
Równocześnie Kołodziejczak rozkręca wokół swojej sprawy atmosferę groteski. Do pomocy w obronie wynajął Krzysztofa Rutkowskiego, byłego posła i detektywa, obecnie mieszkającego w Tajlandii celebrytę. Jak opowiedział, wziął sprawę po telefonie od zapłakanego Kołodziejczaka. – Co by było, gdyby doszło do casusu Andrzeja Leppera? Wtedy zastanawialibyście się, kto zabił Michała Kołodziejczaka – nawiązał do teorii o sfingowanym samobójstwie byłego lidera Samoobrony.
Kołodziejczak i Rutkowski poszli do łódzkiej delegatury ABW, aby donieść o przestępstwie. Nie wiadomo do końca, o jakie przestępstwo chodzi. Polityk przekonywał, że zarzuty, które kierowane są pod jego adresem po materiałach Kanału Zero, to pomówienia i próba szantażu.
Później w Sejmie meldował się już nie poseł Kołodziejczak, ale – dwukrotnie – jego reprezentant, nieformalny adwokat Rutkowski. Winę zrzucił na sygnalistki, które oskarżyły Kołodziejczaka. Próbował przekonywać, że ten „uległ urokom damskich wdzięków”, a kobiety chciały awansów, których poseł załatwić nie mógł.
– Jest prosecco, jest szampan, jest muzyka, jest wesoło i sympatycznie, a kończy się jak zwykle – skwitował Rutkowski. We wtorek (20 października) w trakcie konferencji prasowej w Sejmie dołożył, gdy ktoś dopytał, czy Kołodziejczak bierze narkotyki: – Czy on ma się odlać na państwach oczach i zrobicie próbkę?
W trakcie wtorkowego briefingu detektyw-celebryta miał przekazać informacje, które „zatrząsną polską sceną polityczną”. Rutkowski poinformował tylko, że złożył w prokuraturze zawiadomienie dotyczące posłów, w tym wiceministra w obecnym rządzie. Ma chodzić o korupcję i powiązania ze światem przestępczym.
Rutkowski nie chciał ujawnić, na kogo dokładnie doniósł. – Osoby, których dotyczą moje zawiadomienia, objęte są immunitetem. Ujawniając nazwiska, przygotujemy tych ludzi do obrony – tłumaczył.
Kiedy Kołodziejczak wyleci
– Ja bym Krzysztofa Rutkowskiego sobie za obrońcę nie brał – komentuje Karnowski.
Podobnie Frysztak: – Gdyby mnie pan Kołodziejczak zapytał, to bym mu ten wybór na pewno odradził. To nie stawia go w najlepszym świetle, wygląda groteskowo. Ze sposobem funkcjonowania Rutkowskiego nikomu u nas w klubie nie jest po drodze.
Jego zdaniem okoliczności związane z pojawieniem się Rutkowskiego w sprawie powinny zostać rozpatrzone przez władze klubu. – Powinniśmy się nad tym jak najszybciej pochylić. Musimy się zastanowić, czy sprawy nie poszły tu za daleko i nie potrzeba działań odważniejszych niż zawieszenie.
W takim razie, po co trzymać kogoś takiego w klubie? Czy daje to KO jakikolwiek zysk polityczny? – To nie kwestia zysku, ale procedur i standardów, którymi klub się posługuje. Że zawiesza się członka do czasu wyjaśnienia sprawy – odpowiada Frysztak.
Na offie posłowie są odważniejsi. – To jest cyrk, co on robi. Gdyby to ode mnie zależało, wykopałabym go od razu. On nie jest nam już do niczego potrzebny – przyznaje jedna z ważnych członkiń klubu.
Jak dodaje, przewodniczący klubu Zbigniew Konwiński też nie jest zwolennikiem pozostawienia Kołodziejczaka w klubie: – Tak naprawdę nie ma takiej osoby w klubie. Myślę, że to już kwestia dni, zanim wyleci.
– Jest outsiderem, chyba z nikim nie zbudował jakiś bliższych relacji u nas. Jak już pojawia się w Sejmie, to zawsze sam – powiedział Marcie Rawicz jeden z posłów.
Nie skupiajmy się na fryzurze Rutkowskiego
Zgodnie z regulaminem klubu KO, z wnioskiem o wykluczenie członka klubu może wystąpić przewodniczący lub rzecznik dyscypliny i etyki. Decyzję podejmuje kolegium klubu.
– Istotą całej sprawy jest to, czy Michał Kołodziejczak stosował przemoc wobec kobiet. Jeśli będziemy skupiać się na dziwnej fryzurze albo głupich słowach detektywa Rutkowskiego to tracimy to, co jest najważniejsze. Czyli ofiary, którym najprawdopodobniej potrzebne jest wsparcie i należy się sprawiedliwość – uważa Łoboda.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła z urzędu czynności sprawdzające „w zakresie zmuszania do określonego zachowania i udzielania środków odurzających”, które dotyczą posła Kołodziejczaka.



