-
Żmijogłowy to drapieżne ryby słodkowodne o wężowatym kształcie ciała, wyposażone w specjalne narządy umożliwiające im krótkotrwałe oddychanie powietrzem atmosferycznym.
-
Dzięki wyjątkowej wytrzymałości oraz zdolności do przemieszczania się po lądzie, gatunek ten stał się inwazyjny w wielu regionach świata, w tym w Ameryce Północnej.
-
Jedna samica żmijogłowa jest w stanie złożyć jednorazowo do 50 tys. jaj, a rodzice wykazują silny instynkt opiekuńczy wobec swojego potomstwa.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Żmijogłowy to ryby o wydłużonym ciele, podobnym do węgorza lub szczupaka. Tak jak one, też są słodkowodnymi drapieżnikami. Chwytają wszelkie zwierzęta wodne, a solidne okazy, np. ważący 3 kg żmijogłów paskowany, pożera także żaby, traszki, wodne gryzonie, a nawet wchodzące do wody węże. Z wężami łączy je także głowa. Spora, mocna, wyposażona w ostre zęby jest na tyle podobna do gadziej, że ochrzczono te ryby właśnie określeniem żmijogłów. Wiele z tych ryb wciąż dość licznie zamieszkuje płytkie wody słodkie południowej Azji, Nowej Gwinei (ale już nie Australii), a także Afryki wraz z Madagaskarem.
Skrzela tych ryb wyposażone są w specjalne narządy nadskrzelowe, nieco podobne do spotykanego u innych ryb labiryntu. Przez to żmijogłowy wytrzymują wysychanie wody i przez pewien czas mogą nawet oddychać powietrzem atmosferycznym. Pozwala im to np. przemieścić się do innego, głębszego zbiornika. Silne mięśnie przy płetwach pomagają im pokonać krótkie odcinki po lądzie.
Ludzie wypuszczali żmijogłowy do wody
To są cechy, które sprawiają, że żmijogłowom łatwo przetrwać w trudnych środowiskach, nawet poza wodą. Między innymi dlatego niektóre z tych ryb stały się nawet gatunkami inwazyjnymi, gdy trzymane w akwariach urosły do zbyt dużych rozmiarów i właściciele wypuszczali je do wody w różnych miejscach na świecie.
Tak stało się chociażby w Stanach Zjednoczonych, na Fidżi, Tajwanie, w Chinach i Japonii oraz Uzbekistanie i Turkmenistanie. Ciekawostką jest fakt, że w latach sześćdziesiątych w dawnej Czechosłowacji ktoś wpadł nawet na szalony pomysł, by żmijogłowami zarybić tutejsze rzeki i jeziora, żeby było ciekawiej dla wędkarzy, bo też żmijogłów to ryba efektowna.
Całe szczęście pomysł ten się nie powiódł, bo mielibyśmy problem także w Polsce.
W USA jest komunikat: żmijogłowy zabijać
W Stanach Zjednoczonych go mają. W związku z trwającym sezonem wędkarskim departamenty stanowe w całym kraju wydały teraz komunikat: każdego złowionego żmijogłowa należy natychmiast zabić. Stosowane metody obejmują dekapitację i patroszenie ryby, a także zamykanie jej w plastikowej torbie, co zakrawa na okrucieństwo.
Pierwsze obserwacje żmijogłowców północnych w USA pochodzą z 2002 r., kiedy okaz został znaleziony w Crofton w stanie Maryland. Od tego czasu rozprzestrzenił się na Nowy Jork, Pensylwanię, New Jersey, Arkansas i inne stany. Od tamtej pory ryby te stanowią wielkie zagrożenie dla rzecznych ekosystemów Ameryki Północnej. Żywią się mniejszymi rybami, skorupiakami i innymi organizmami wodnymi, zagrażając delikatnej równowadze przyrodniczej, ale również wędkarstwu.
Ryby te błyskawicznie się mnożą. Jedna samica składa jednorazowo aż 50 tys. jaj. Na dodatek żmijogłowce są wobec swoich młodych zaciekle opiekuńcze. Oboje rodzice pilnują młodych, atakując każdego, kto się do nich zbliży.


