Do tragedii doszło 25 sierpnia 2019 r. w pobliżu miejscowości Karpie w woj. dolnośląskim. Tego dnia 36-letni Marcin M. od rana szukał znajomego, 20-letniego Adama (imię zmienione). Z materiałów sądowych wynika, że mogło chodzić o sprawę kradzieży roweru lub krzaków marihuany. Marcin M. był na znajomego wściekły, odgrażał się, że go „podpali i zabije”.
Gdy obaj mężczyźni się spotkali, udali się w kierunku lasu. Marcin M. miał ze sobą butelkę z łatwopalną substancją. Polał nią Adama, a następnie, jak wykazało śledztwo, podpalił zapalniczką. „Widząc rozprzestrzeniający się ogień, przestraszył się i zaczął gasić” – opisywał potem sąd.
Podpalił znajomego, potem wzywał pomocy
Wtedy na skraj lasu przyjechał rowerem Edward P. Zobaczył biegnących Marcina M. i wciąż palącego się Adama. Edward P. próbował ugasić płomienie gałęzią z liśćmi, potem jednak zaczął uciekać. Marcin M. dogonił go i poprosił o pożyczenie komórki, żeby powiadomić pogotowie. Z akt sprawy wynika, że M. zatrzymał też jadące auto, prosząc znajdujące się w nim osoby, by „zadzwoniły na pogotowie, bo kolega mu się pali”.
20-latek zmarł w szpitalu kilka dni później, 5 września. Bezpośrednią przyczyną śmierci były oparzenia III i IV stopnia, obejmujące blisko 100 proc. powierzchni ciała.
Marcin M. został zatrzymany trzy dni po zdarzeniu. „W trakcie zatrzymywania oskarżony był agresywny i okazywał skrajne emocje. Ponadto groził funkcjonariuszom, że dowie się, gdzie mieszkają. W pewnym momencie krzyknął do nich: „Spaliłem tę rudą ku**ę” i zasugerował, że i tak nic nie zostanie mu udowodnione” – relacjonował później Sąd Okręgowy w Legnicy.
Marcin M. przed sądem. Najpierw 25 lat, potem… 4,5 roku
W grudniu 2021 r. Sąd Okręgowy w Legnicy uznał Marcina M. za winnego zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i skazał go na 25 lat więzienia. Nakazał też zapłatę bliskim zmarłego 100 tys. zł i 50 tys. zł.
„Oskarżony [Marcin M.] jako osoba dorosła, o pewnym już doświadczeniu życiowym musiał sobie zdawać sprawę z tego, że może dojść do znacznego poparzenia powierzchni ciała pokrzywdzonego, a w następstwie tego do śmierci pokrzywdzonego” – czytamy w uzasadnieniu.
Edward P. za nieudzielenie pomocy 20-latkowi został skazany na 1,5 roku więzienia.
Kilka miesięcy później Sąd Apelacyjny we Wrocławiu znacznie złagodził wyrok. Marcin M. został uznany za winnego już nie zabójstwa, a narażenia Adama na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Karę obniżono do 4,5 roku więzienia.
Sąd odwoławczy uznał, że nie ma dowodów na to, że Marcin M. chciał faktycznie zabić znajomego. Poza tym, mężczyzna próbował ratować Adama i chciał wezwać pomoc. Według sądu biegli nie potwierdzili jednoznacznie, że podpalenie było celowe, lecz raczej wynikało z „niezachowania ostrożności”.
Tragiczna śmierć 20-latka. Jest prawomocny wyrok ws. Marcina M.
Ówczesny prokurator generalny, Zbigniew Ziobro, wniósł kasację do Sądu Najwyższego. W listopadzie 2023 r. SN uchylił wyrok dotyczący Marcina M.
Nad sprawą ponownie pochylił się Sąd Apelacyjny we Wrocławiu, który w październiku 2024 r. uznał, że Marcin M. „umyślnie, w zamiarze ewentualnym” spowodował u 20-latka ciężki uszczerbek na zdrowiu skutkujący śmiercią. Tym razem kara wyniosła 12 lat pozbawienia wolności.
Kasację złożyli wtedy do Sądu Najwyższego obrońcy Marcina M. Wyrok zaskarżył również (na niekorzyść oskarżonego) prokurator generalny Waldemar Żurek. W połowie maja tego roku Sąd Najwyższy po raz kolejny uchylił wyrok Sądu Apelacyjnego i przekazał go do ponownego rozpoznania.
„Zaskarżony wyrok został utrzymany w mocy .Wyrok Sądu Apelacyjnego zapadł 25 września” – przekazała portalowi Gazeta.pl sędzia Małgorzata Lamparska, rzeczniczka Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Aktualna pozostała zatem kara 12 lat więzienia.


