Republikański gubernator Florydy Ron DeSantis zgodnie z konstytucją po dwóch kadencjach odchodzi ze swojej funkcji. Jego następca – Byron Donalds – utrzymał Florydę w rękach partii i pokonał demokratycznego kandydata. Jego partyjnym kolegom nie poszło tak dobrze. W wyborach połówkowych do obu izb amerykańskiego parlamentu, czyli do Senatu i Kongresu, które odbyły się 3 listopada, Partia Demokratyczna zdobyła większość mandatów.
Gubernator Florydy o katastrofie Republikanów
DeSantis podsumował ten wynik jako katastrofę dla swojej partii. Podczas środowej (4 listopada) konferencji prasowej stwierdził, że w wielu regionach kraju republikanie ponieśli straty niespotykane od stulecia, ocierając się o „polityczną anihilację”.
– Powiedzmy to sobie jasno, będzie nas to bolało nie tylko przez najbliższe dwa lata. To coś, co będzie rezonować przez dekadę lub dłużej – powiedział DeSantis.
Szczególną uwagę zwrócił na sytuację na Południu. To właśnie tam zaufany sojusznik Donalda Trumpa, prokurator generalny Ken Paxton, przegrał wyścig do Senatu z Jamesem Talarico, byłym pastorem i jedną z bardziej rozpoznawalnych twarzy demokratów. – Właśnie odbiliśmy Teksas. Wysłaliśmy wiadomość każdemu multimiliarderowi: siła należy do ludzi! – powiedział James Talarico po ogłoszeniu wyników.
– Teksas był klejnotem koronnym polityki republikanów (…). Jeśli Partia Republikańska nie będzie miała kotwicy w Teksasie, nie będzie w stanie działać w skali kraju – dodał odchodzący gubernator DeSantis, którego cytuje portal Politico.
Kto zawinił przy porażce republikanów
Według niego utrata Senatu i Kongresu to efekt konkretnych zaniechań politycznych na szczeblu federalnym. Wśród głównych błędów wymienił wielomiesięczne blokowanie ujawnienia akt przestępcy seksualnego Jeffreya Epsteina oraz zbyt późne uchwalenie przepisów zakazujących kongresmenom gry na giełdzie, co pozwalało im na wykorzystywanie niejawnych informacji do budowania prywatnych majątków.
Jak zauważa „New York Times”, szok po utracie Kongresu wywołał wewnątrz partii gorączkowe poszukiwania winnych. Diagnozy polityków są jednak skrajnie różne. Konserwatywny kongresmen z Florydy Greg Steube uważa, że ugrupowanie przegrało przez zbytnie ustępstwa wobec centrum.
„Zamiast twardo stać przy naszych zasadach, rządziliście, kierując się strachem, stale klęcząc przed umiarkowanymi (politykami) w naszej partii (…) i odrzucaliście konserwatystów” – napisał Steube do przywódców republikanów w Kongresie.
Kto zrzuca winę na Trumpa
Z drugiej strony nie brak głosów, które obarczałyby główną winą samego Donalda Trumpa. Strateg wyborczy Jason Roe wprost określił prezydenta „sprawcą zapaści republikanów”. Dziennikarze „NYT” zwracają uwagę na istotną zależność: na otwartą krytykę Trumpa pozwalają sobie niemal wyłącznie ci politycy, którzy właśnie przegrali swoje kampanie lub nie ubiegali się o reelekcję.
Czołowi liderzy ugrupowania nadal oficjalnie stoją u boku prezydenta, próbując zachować jedność partii. Potwierdza to stanowisko lidera republikanów w Senacie Johna Thune’a. Napisał, że partia „na szczęście ma wciąż prezydenta Trumpa w Białym Domu, z którym będzie współpracować, by powstrzymać najgorsze impulsy ekstremizmu Demokratów”.
Ron DeSantis to jedna z gwiazd Partii Republikańskiej. Przez parę miesięcy walczył nawet w partyjnych prawyborach o nominację w wyborach prezydenckich w 2024 roku. Ostatecznie zawiesił swoją kampanię i wsparł Donalda Trumpa.
Źródło: PAP


