Pytaniem nie jest czy broń AI zostanie zbudowana. Pytaniem jest, kto to zrobi i w jakim celu. Nasi wrogowie nie zatrzymają się, aby oddać się teatralnym debatom o wartości rozwijania technologii, która ma krytyczne znaczenie dla wojska i bezpieczeństwa narodowego. Oni będą ją budować.

Musimy oprzeć się płytkiej pokusie pustego i wyzbytego treści pluralizmu. Nie tylko tu w Ameryce, ale też na całym Zachodzie, przez ostatnie pół wieku opieraliśmy się określeniu tego, co jest naszą narodową kulturą w imię inkluzywności. Inkluzywności w czym?

To tylko dwa z 22 postulatów zawartych w manifeście zamieszczonym w kwietniu tego roku w sieci przez firmę Palantir. Jego treść została zaczerpnięta z książki Alexa Karpa, jej szefa, który nie kryje się ze swoimi poglądami. Wręcz publicznie je promuje, mówiąc o wyższości kulturowej Zachodu, nacjonalizmie, konieczności służby państwu, przeorientowaniu rozwoju technologicznego z takich rzeczy jak smartfony i „apki” na rzeczy bardziej produktywne, czy konieczności porzucenia jego zdaniem sztucznych moralnych ograniczeń w rodzaju powszechnej  tolerancji kulturowej czy religijnej. Jego przeciwnicy określają głoszoną przez niego ideologię „techno-faszyzmem”. Zwolennicy traktują jako piewcę odrodzenia silnego Zachodu, który nie boi się wykorzystywać swojej siły do lepszego urządzenia świata.

Taki człowiek stoi na czele firmy Palantir i takie wartości w niej zaszczepia. Polski MON zamierza od niej kupić jej flagowy produkt Maven Smart System w mało przejrzysty sposób. Wywołuje to ze strony organizacji społecznych i części polityków opory, krytykę i wezwania do niezależnego audytu.

Radzenie sobie z nadmiarem danych

Maven Smart System to kompleksowe rozwiązanie wykorzystujące AI, którego głównym zadaniem jest przetwarzanie ogromnych ilości danych, analizowanie ich i ułatwianie ludziom na końcu łańcucha podejmowanie szybkich decyzji. Coś bardzo potrzebnego i pożądanego przez właściwie każde zaawansowane wojsko. Już od ponad dwóch dekad mają one bowiem problem z nadmiarem informacji. Każdy satelita, dron, radar, system walki elektronicznej, system walki w cyberprzestrzeni, dostarcza strumienia danych. Na to nakładają się komunikaty od własnych oddziałów poprzez automatyczne systemy dowodzenia i wiele innych. Dowodzenie wojskiem to już nie rysowanie na mapie i odbieranie komunikatów przez radio, telefon oraz na kartkach. To konieczność odnalezienia się w nawale informacji napływających stale. Coś nie do sprawnego ogarnięcia samym ludzkim umysłem.

Dlatego już ponad dwie dekady temu, w pierwszych fazach wojen w Afganistanie oraz Iraku, kiedy zwłaszcza analizowanie przekazów z kamer dronów zaczęło przytłaczać ludzi, Pentagon i CIA zaczęły szukać rozwiązania. W odpowiedzi na te poszukiwania powstał między innymi Palantir, założony przez inwestora Petera Thiela, który na wczesnym etapie do zarządzania firmą dokooptował swojego znajomego, Karpa. Jednym z pierwszych inwestorów była In-Q-Tel, firma założona przez CIA w celu inwestowania w projekty technologiczne istotne z punktu interesu bezpieczeństwa USA. Szczegóły działalności Palantira od samego początku pozostają w znacznej mierze niejawne. Wiadomo, że firma od zarania ma liczne powiązania ze służbami i wojskiem USA, tworząc dla nich oprogramowanie pomagające gromadzić, przetwarzać i zarządzać danymi. Od 2017 roku Palantir stał się ważnym graczem w ramach programu Pentagonu o nazwie Maven, który miał za zadanie przyśpieszyć i usprawnić wdrażanie AI do wojska USA. Rola firmy znacząco wzrosła po 2018 roku, kiedy z programu po protestach pracowników wycofał się Google. Obecnie Maven jest już stałym elementem systemu dowodzenia wojska USA i wykorzystuje się go operacyjnie.

Po wdrożeniu swoich produktów w amerykańskim wojsku oraz służbach Palantir zaczął oferować je państwom sojuszniczym. Stąd mamy Maven Smart System, którym jest zainteresowany nasz MON. Jego zastosowanie jest w ogólnym ujęciu takie jak opisane powyżej. Przyjąć dane, posortować, przeanalizować, przedstawić informacje ludziom w formie umożliwiającej szybkie podejmowanie decyzji. Oficjalnie nie ma mowy o podejmowaniu ich za nich. Nie jest też coś, co wgrywa się do dronów uderzeniowych i wypuszcza na wroga, aby same go atakowały, posługując się AI. Nie jest to też coś ograniczonego do samego dowodzenia walką. Ma też obejmować na przykład logistykę. Być czymś w rodzaju zintegrowanego cyfrowego systemu nerwowego wojska.

Zakres deklarowanej współpracy nie obejmuje służb wewnętrznych, czyli nic nie wskazuje, aby system firmy Palantir miał mieć w Polsce dostęp do danych cywilnych. Na przykład w ramach działań przeciw terroryzmowi lub dywersji.

Publiczne odrzucenia Palantira

Różne rozwiązania od Palantira wykorzystuje szereg sił zbrojnych i służb poza USA. Wiadomo o Wielkiej Brytanii, Izraelu, Ukrainie, Holandii, Hiszpanii, Danii, Finlandii, Szwecji i Włochach. Nie wszystkie w takim samym stopniu. Do tego NATO wykorzystuje Maven Smart System w swoim Dowództwie Operacyjnym, czyli faktycznie w zarządzaniu operacjami sił sojuszniczych w Europie.

Są jednak państwa, które Palantira publicznie odrzuciły. Najważniejsze z nich to Niemcy i Francja. Francuzi od zawsze są bardzo sceptyczni co do bliskiej współpracy z USA i kładą bardzo duży nacisk na samodzielność, więc szczególnie nie zaskakują. Nie przyjęli rozwiązań Palantira do wojska, argumentując to niechęcią uzależniania się w krytycznych funkcjach od firmy z USA. Choć służby bezpieczeństwa wewnętrznego Francji w niesprecyzowanym stopniu korzystają z rozwiązań Palantira. Głównie, jeśli chodzi o działalność antyterrorystyczną. Niemicy aż takiego dystansu do USA nie mają i nabywają wiele sprzętu wojskowego z tego kierunku. Wdrożenie systemów Palantira do wojska odrzucono jednak, argumentując to brakiem akceptacji dopuszczenia firmy cywilnej z USA do baz danych Bundeswehry. Podobnie uczyniła Szwajcaria, odrzucając ofertę Amerykanów zarówno dla wojska, jak i służb bezpieczeństwa. Argumentowano to obawami o uzależnienie się od USA i ryzykiem utraty kontroli nad tajnymi danymi.

Powody odrzucenia Palantira przed Francuzów, Niemców czy Szwajcarów dotykają istoty obaw, które są też wyrażane w Polsce. Systemy dowodzenia, łączności i kryptologia są ze sobą ściśle powiązane i od zawsze stanowią największe tajemnice narodowe. Nawet w ramach NATO sojusznicy są bardzo ostrożni, jeśli chodzi o współpracę w tym zakresie. Są to bowiem krytyczne elementy niezbędne do działania całej struktury państwa, sił zbrojnych i służb bezpieczeństwa. Obowiązuje zasada bardzo ograniczonego zaufania do kogokolwiek. Wprowadzenie do tego świata amerykańskiego oprogramowania, które z zasady ma być wszechogarniające, oznacza skok na bardzo głęboką wodę, jeśli chodzi o zaufanie firmie prywatnej ściśle powiązanej z wojskiem i służbami USA. Na dodatek kierowanej przez człowieka określającego się jako „technonacjonalistę” i postulującego między innymi przyjęcie w USA prawa, że każda technologia opracowana w tymże kraju powinna być natychmiast i bezwzględnie udostępniona jego rządowi do wykorzystania.

Oczywiście w relacjach z klientami zagranicznymi Palantir zawsze zapewnia, że ich dane są bezpieczne. Maven Smart System zakupiony przez konkretne państwo, ma być oddzielną i skonfigurowaną pod jego potrzeby kopią, umieszczoną w „silosie”. Bez dostępu z zewnątrz i przekazywania wrażliwych danych za granicę. W rozmowie z „Wprost” Maciej Łaska, Dyrektor Zarządzający Palantir Technologies Polska, zapewniał też, że w systemie nie ma żadnego „czerwonego guzika”, pozwalającego go zdalnie wyłączyć na żądanie na przykład Białego Domu. Pytanie pozostaje jednak niezmienne. Czy jesteśmy gotowi zaufać tym zapewnieniom, kiedy chodzi o absolutnie krytyczny element naszych sił zbrojnych? Co więcej, czy jesteśmy gotowi uzależnić odpowiednik układu nerwowego naszego wojska od prywatnej firmy z USA? Czy usprawnienie procesu zarządzania siłami zbrojnymi jest tego warte? Czy nie ma bezpieczniejszych alternatyw?

Skryte działania MON

Pewnym argumentem za zaufaniem jest to, że z Palantirem od końca 2024 roku formalnie współpracuje Dowództwo Wojsk Komponentu Obrony Cyberprzestrzeni (DWKOC). Jest ono przez polskich ekspertów od wojskowości regularnie określane jako profesjonalne i posiadające wysokie kompetencje. Choć w rozmowach prywatnych z przedstawicielami polskiego przemysłu zbrojeniowego można usłyszeć narzekania na w ich ocenie faworyzowanie rozwiązań amerykańskich w łączności. Nigdy nie opublikowano jednako oficjalnej informacji, aby DWKOC rekomendowało, lub audytowało oprogramowanie Palantira. Wielokrotnie mówiono jedynie o prowadzonych testach i współpracy. Co więcej, przy okazji porozumienia z 2024 roku zawarto niejawną umowę o dzieleniu się informacjami tajnymi. Nie informowano o tym publicznie, ujawnił to dopiero niedawno RMF FM.

Ponadto według oficjalnej deklaracji ABW przekazanej TVN24, wojsko i MON nie zwracało się do tejże służby z prośbą o audyt bezpieczeństwa Maven Smart System. Nie informowano też, aby coś takiego zrobiła Służba Kontrwywiadu Wojskowego, odpowiedzialna w wojsku między innymi za ochronę danych niejawnych. Wniosek o wnikliwy audyt miał skierować do MON jeszcze we wrześniu wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. Nie wiadomo, aby coś w tej sprawie robiono.

Brak niezależnego audytu przeprowadzonego przez polskie służby oraz nietransparentne działania MON w tej sprawie, to podstawowe zarzuty krytyków współpracy z Palantirem. W kampanię w tej sprawie zaangażowała się już trójka posłów: Daria Gosek-Popiołek z Lewicy, Maciej Konieczny z Razem i Franciszek Sterczewski z KO. Ze strony społecznej prowadzi ją organizacja Inicjatywa Nasze Dane. Na niedzielę 8 listopada zapowiedziano w tej sprawie demonstrację w Warszawie.

Udział
Exit mobile version